Blog był usunięty. Przestałam pisać. Ale zebrałam się w sobie i wróciłam! Na dobre. Założyłam bloga.
I TAM piszę na dobre! Mam zamiar napisać to do końca! Nie wiem czy jeszcze ktoś tu wchodzi, ale zapraszam do wyżej wymienionego linku.
Całuję <3
poniedziałek, 9 maja 2011
czwartek, 16 grudnia 2010
Na dobre zawieszam bloga!
Jak wyżej. Jest mi strasznie przykro ale nie chcę trzymać was w niepewności. Nie mam czasu na pisanie, może raz na miesiąc... Nie wiem, możecie się ze mną kontaktować przez gg >6390268<
Kocham was, cześć.
< 3
Kocham was, cześć.
< 3
wtorek, 16 listopada 2010
Rozdział 18- "Tęsknię za Justinem"
- Taylor! - usłyszałam krzyk mojej mamy. No to koniec. Zaczyna się... Powoli zeszłam na dół a tam moja mama siedziała przy stole z odpalonym laptopem i zdjęciami które przed chwilą ja oglądałam. - Czy możesz mi wytłumaczyć to to ma znaczyć?! - wrzasnęła. Już chciałam otworzyc usta aby zacząć się tłumaczyć ale matka znów wrzeszczała jak opętana. - Kiedy to było?! Nie kłam! Puszczasz się z tymi facetami dziwko?! - krzyknęła. Zabolało. Moja własna matka nazwała mnie dziwką.
- To było wczoraj! Wcale nie spałam u koleżanki tylko u znajomych! I nie puszczam się z nimi zrozumiałaś! - wrzasnełam. Matka stanęła jak wryta. Po chwili podniosła rękę pewnie po to by mnie uderzyć ale ja uchyliłam się i szybo pobiegłam na górę do pokoju i zamknęłam drzwi na zamek.
Obudziłam się wcześnie rano. Było mi bardzo ziomno. Spojrzałam na okno. Padał deszcz. Właściwie lało. Zwlekłam sie z łóżka i poszłam do łazienki. Ściągnęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Myłam się bardzo dokładnie i dodatkowo wymyłam głowę. Wyszłam spod prysznica i chwyciłąm ręcznik. Zaczęłam wycierać całe ciało a jak już byłam sucha, wytarłam włosy i obwiązałam ciało ręcznikiem. Wyciągnęłam suszarkę w celu wysuszenia włosów. Nastawiłam na najwyższy poziom, nie przejmowałam się że może to obudzić moją mamę. Dzsiaj wszystko było mi obojętne. Wysuszyłam dokładnie włosy i rozczesałam szczotką. Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą z ubraniami. Przekopałam wszystko pięć razy w celu znalezioenia odpowiednich ciuchów. Zdecydowałam się na bluzkę przydużą z kolorowym napisem mojego ulubionego zespołu, czarne rurki, a na to bluzę. Na rękę założyłąm bransoletkę. Z szafy na książki wpakowałam do torby te które będą mi dzsiaj potrzebne. Wzięłam torbę i czarny płaszcz z szafy i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i zjadłam jogurt. Spojrzałam na zegarek 8.37. Mam na 9 więc mam jeszcze czas. Spokojnie wypiłam herbatę i poszłam ubrać buty. Założyłam glany i zarzuciłam płaszcz. Torbę przerzuciłam przez ramie i wyszłam. Dojechałam autobusem pod szkołę i udałam się w stronę mojej szafki. Wszyscy się dziwnie na mnie patrzyli. Dokładnie wiedziałam o co chodzi. Wszystkie lekcje mijały mi niemiłosiernie wolno. Zastanawiałam się dlaczego tak się zmieniłam. Chwilami tęsknię za Justinem. Łączyło nas coś a on tak po prostu mnie zostawił. Nie otrzymałam od niego żadnej oznaki życia. Chwilami jest mi ciężko, bardzo ciężko. Udawałam twardą dziewczynę biorącą narkotyki ale w środku byłam dalej słodką Taylor, która była posłuszna i zakochana po uszy w Justinie.
W domu czekała na mnie mama. Z trzema dużymi walizkami. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Wyjeżdżam na tydzień, muszę coś załatwić. A ty w tym czasie będziesz mieszkać u ciotki Sary. Mieszka kilka przecznic dalej. Zostawiam ci 100 dolarów na wydatki i adres Sary. - powiedziała i wyszła bez słowa. Nie dała mi szansy nic powiedzieć. Spojrzałam na kartkę. Gordenhole 432a. Weszłam na górę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Chwyciłam walizkę, adres i pieniądze wsadziłam do portfela i zamknęłam za sobą dom. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Dom ciotki był niczego sobie, jednopiętrowy, całkiem duży z wielkim ogrodem i basenem. Wyszłam z taksówki i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy. Zaskrzypiały drzwi i w progu stanął chłopak średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach i ciemnobrązowych oczach.
- Ty jesteś Taylor? - spytał i uśmiechnął się lekko.
- Tak, cześć - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź. - powiedział - otworzył szerzej drzwi. - A tak w ogóle to jestem Robert.
Tak, mamy nowy rozdział po kilku tygodniowej przerwie. Odwieszam bloga. Będę dodawała rozdziały co kilka dni i będę się bardzo starała aby dotrzymać terminu. Następny rozdział 20 listopada. Sajonara <3
- To było wczoraj! Wcale nie spałam u koleżanki tylko u znajomych! I nie puszczam się z nimi zrozumiałaś! - wrzasnełam. Matka stanęła jak wryta. Po chwili podniosła rękę pewnie po to by mnie uderzyć ale ja uchyliłam się i szybo pobiegłam na górę do pokoju i zamknęłam drzwi na zamek.
Obudziłam się wcześnie rano. Było mi bardzo ziomno. Spojrzałam na okno. Padał deszcz. Właściwie lało. Zwlekłam sie z łóżka i poszłam do łazienki. Ściągnęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Myłam się bardzo dokładnie i dodatkowo wymyłam głowę. Wyszłam spod prysznica i chwyciłąm ręcznik. Zaczęłam wycierać całe ciało a jak już byłam sucha, wytarłam włosy i obwiązałam ciało ręcznikiem. Wyciągnęłam suszarkę w celu wysuszenia włosów. Nastawiłam na najwyższy poziom, nie przejmowałam się że może to obudzić moją mamę. Dzsiaj wszystko było mi obojętne. Wysuszyłam dokładnie włosy i rozczesałam szczotką. Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą z ubraniami. Przekopałam wszystko pięć razy w celu znalezioenia odpowiednich ciuchów. Zdecydowałam się na bluzkę przydużą z kolorowym napisem mojego ulubionego zespołu, czarne rurki, a na to bluzę. Na rękę założyłąm bransoletkę. Z szafy na książki wpakowałam do torby te które będą mi dzsiaj potrzebne. Wzięłam torbę i czarny płaszcz z szafy i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i zjadłam jogurt. Spojrzałam na zegarek 8.37. Mam na 9 więc mam jeszcze czas. Spokojnie wypiłam herbatę i poszłam ubrać buty. Założyłam glany i zarzuciłam płaszcz. Torbę przerzuciłam przez ramie i wyszłam. Dojechałam autobusem pod szkołę i udałam się w stronę mojej szafki. Wszyscy się dziwnie na mnie patrzyli. Dokładnie wiedziałam o co chodzi. Wszystkie lekcje mijały mi niemiłosiernie wolno. Zastanawiałam się dlaczego tak się zmieniłam. Chwilami tęsknię za Justinem. Łączyło nas coś a on tak po prostu mnie zostawił. Nie otrzymałam od niego żadnej oznaki życia. Chwilami jest mi ciężko, bardzo ciężko. Udawałam twardą dziewczynę biorącą narkotyki ale w środku byłam dalej słodką Taylor, która była posłuszna i zakochana po uszy w Justinie.
W domu czekała na mnie mama. Z trzema dużymi walizkami. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Wyjeżdżam na tydzień, muszę coś załatwić. A ty w tym czasie będziesz mieszkać u ciotki Sary. Mieszka kilka przecznic dalej. Zostawiam ci 100 dolarów na wydatki i adres Sary. - powiedziała i wyszła bez słowa. Nie dała mi szansy nic powiedzieć. Spojrzałam na kartkę. Gordenhole 432a. Weszłam na górę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Chwyciłam walizkę, adres i pieniądze wsadziłam do portfela i zamknęłam za sobą dom. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Dom ciotki był niczego sobie, jednopiętrowy, całkiem duży z wielkim ogrodem i basenem. Wyszłam z taksówki i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy. Zaskrzypiały drzwi i w progu stanął chłopak średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach i ciemnobrązowych oczach.
- Ty jesteś Taylor? - spytał i uśmiechnął się lekko.
- Tak, cześć - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź. - powiedział - otworzył szerzej drzwi. - A tak w ogóle to jestem Robert.
Tak, mamy nowy rozdział po kilku tygodniowej przerwie. Odwieszam bloga. Będę dodawała rozdziały co kilka dni i będę się bardzo starała aby dotrzymać terminu. Następny rozdział 20 listopada. Sajonara <3
niedziela, 17 października 2010
Rozdział 17 - "Zaczęłam całować go namiętnie"
Szybko kiwnęłam głową bo zapach białej rozkoszy dotarł do moich nozdrzy. Wciągnęłam sporą działkę i zaśmiałam się głośno. Oparłam się głową o chłopaka stojącego koło mnie i zaczęłam się śmiać jak szalona. Odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam mu w oczy. Wpiłam mu się w usta i zaczęłam całować go namiętnie.
- Ej, chodźcie. Wbijamy do mnie! - krzyknął chłopak który miał prochy. Wszyscy poszli więc ja za nimi. Doszliśmy do niedużej, zniszczonej kamienicy. Weszliśmy do środka mieszkania Tay`a (tak miał na imię przywódca bandy jak się później dowiedziałam). Usiadłam na kanapie i czekałam na rozwój wydarzeń.
Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym byłam. Leżałam na starej kanapie. Byłam w mieszkaniu Tay`a. Spojrzałam na zegarek, 9.43.
- Fak! - powiedziałam pod nosem. Nie wróciłam na noc do domu. Szybko wstałam z łóżka i przejrzałam się w lustrze wiszącym w przed pokoju. Wyglądałam tragicznie. Z torebki wyciągnęłam puder i zamaskowałam sińce pod oczami. Ułożyłam jako tako włosy i wyszłam. Złapałam najbliższą taksówkę która podwiozła mnie pod domu. Wręczyłam facetowi 5 dolców i wyszłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam moja mamę siedzącą przy stole i jedzącą śniadanie.
- Hej mamo! - powiedziałam nieśmiało. Podeszłam do niej bliżej i stanęłam przed nią. Byłam gotowa na wybuch złości. Nastała cisza. Mama tylko odwróciłam swoją twarz do mnie. Miała podpuchnięte oczy i była strasznie blada.
- Gdzieś ty była całą noc? - spytała podchodząc do mnie i przytulając się do mnie. Nie odwzajemniłam uścisku. Stałam sztywna jak bym połknęła jakiś kij czy cos takiego. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Odsunęłam się od mamy i spytałam:
- Ja... ja... - jąkałam się bo nie mogłam przecież mamie powiedzieć że naćpałam się i zostałam u nieznajomych ludzi w domu! - zasnęłam u koleżanki...
- Już nie ważne... ważne, najważniejsze że jesteś cała. - powiedziała
Odwróciłam się i po schodach wbiegłam na górę. Darowałam sobie dzisiaj szkołę. Usiadłam na krześle przy lustrze i spojrzałam na swoją twarz. Postanowiłam wziąć prysznic bo czułam się nieświeża. Dokładnie wymyłam włosy i ciało. Po wyjściu z wanny osuszyłam się ręcznikiem i nabalsamowałam ciało. Ubrałam się w czarne rurki i jakąś bluzkę z ćwiekami na ramionach a na to zarzuciłam bluzę. Podeszłam do lustra i zaczęłam suszyć włosy. Rozczesałam je i związałam w wysoką kitkę. Nałożyłam podwójną warstwę podkładu, błyszczyk na usta a rzęsy maznęłam mascarą. Gdy już byłam gotowa wzięłam laptopa i położyłam się na dywanie. Weszłam na twittera. A tam, szok!! Moje zdjęcia!! Ze wczorajszej imprezy!! Byłam tam ja wywijająca na parkiecie z jakimiś facetami!! No to koniec!!
Możecie być źli, wściekli. Ale ja nic na to nie poradzę. Mam kompletny brak czasu a to że dodaje rozdziały nawet tak krótkie kosztuje mnie dużo czasu, bo ostatnio naprawdę nie idzie mi pisanie. Co prawda, plan na całe opowiadanie mam ale wtoczenie wtego w życie jest trudniejsze niż myślicie. Wiem, że obiecałam wam długi rozdział ale nie wiedziałam że tak się to skończy. Mam problemy rodzinne więc czasu na pisanie mam znacznie mniej. I właśnie dlatego zawieszam bloga. Nie wiem na ile, może miesiąc może mniej. Przez ten czas poukładam sobie wszystko w głowie i być może napiszę kilka rozdziałów. Ale na pewno nie opuszczę tego bloga. Tego możecie być pewni. Kocham was wszystkich, dziękuję że nawet jak miałam gorsze dni czytaliście te wypociny. Naprawdę dziękuję.
- Ej, chodźcie. Wbijamy do mnie! - krzyknął chłopak który miał prochy. Wszyscy poszli więc ja za nimi. Doszliśmy do niedużej, zniszczonej kamienicy. Weszliśmy do środka mieszkania Tay`a (tak miał na imię przywódca bandy jak się później dowiedziałam). Usiadłam na kanapie i czekałam na rozwój wydarzeń.
Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym byłam. Leżałam na starej kanapie. Byłam w mieszkaniu Tay`a. Spojrzałam na zegarek, 9.43.
- Fak! - powiedziałam pod nosem. Nie wróciłam na noc do domu. Szybko wstałam z łóżka i przejrzałam się w lustrze wiszącym w przed pokoju. Wyglądałam tragicznie. Z torebki wyciągnęłam puder i zamaskowałam sińce pod oczami. Ułożyłam jako tako włosy i wyszłam. Złapałam najbliższą taksówkę która podwiozła mnie pod domu. Wręczyłam facetowi 5 dolców i wyszłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam moja mamę siedzącą przy stole i jedzącą śniadanie.
- Hej mamo! - powiedziałam nieśmiało. Podeszłam do niej bliżej i stanęłam przed nią. Byłam gotowa na wybuch złości. Nastała cisza. Mama tylko odwróciłam swoją twarz do mnie. Miała podpuchnięte oczy i była strasznie blada.
- Gdzieś ty była całą noc? - spytała podchodząc do mnie i przytulając się do mnie. Nie odwzajemniłam uścisku. Stałam sztywna jak bym połknęła jakiś kij czy cos takiego. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Odsunęłam się od mamy i spytałam:
- Ja... ja... - jąkałam się bo nie mogłam przecież mamie powiedzieć że naćpałam się i zostałam u nieznajomych ludzi w domu! - zasnęłam u koleżanki...
- Już nie ważne... ważne, najważniejsze że jesteś cała. - powiedziała
Odwróciłam się i po schodach wbiegłam na górę. Darowałam sobie dzisiaj szkołę. Usiadłam na krześle przy lustrze i spojrzałam na swoją twarz. Postanowiłam wziąć prysznic bo czułam się nieświeża. Dokładnie wymyłam włosy i ciało. Po wyjściu z wanny osuszyłam się ręcznikiem i nabalsamowałam ciało. Ubrałam się w czarne rurki i jakąś bluzkę z ćwiekami na ramionach a na to zarzuciłam bluzę. Podeszłam do lustra i zaczęłam suszyć włosy. Rozczesałam je i związałam w wysoką kitkę. Nałożyłam podwójną warstwę podkładu, błyszczyk na usta a rzęsy maznęłam mascarą. Gdy już byłam gotowa wzięłam laptopa i położyłam się na dywanie. Weszłam na twittera. A tam, szok!! Moje zdjęcia!! Ze wczorajszej imprezy!! Byłam tam ja wywijająca na parkiecie z jakimiś facetami!! No to koniec!!
Możecie być źli, wściekli. Ale ja nic na to nie poradzę. Mam kompletny brak czasu a to że dodaje rozdziały nawet tak krótkie kosztuje mnie dużo czasu, bo ostatnio naprawdę nie idzie mi pisanie. Co prawda, plan na całe opowiadanie mam ale wtoczenie wtego w życie jest trudniejsze niż myślicie. Wiem, że obiecałam wam długi rozdział ale nie wiedziałam że tak się to skończy. Mam problemy rodzinne więc czasu na pisanie mam znacznie mniej. I właśnie dlatego zawieszam bloga. Nie wiem na ile, może miesiąc może mniej. Przez ten czas poukładam sobie wszystko w głowie i być może napiszę kilka rozdziałów. Ale na pewno nie opuszczę tego bloga. Tego możecie być pewni. Kocham was wszystkich, dziękuję że nawet jak miałam gorsze dni czytaliście te wypociny. Naprawdę dziękuję.
czwartek, 14 października 2010
Rozdział 16 - "Przejechałam lekko dłonią po jego włosach, zbliżyłam swoją twarz do jego twarzy i powiedziałam: Spierdalaj"
Obudziłam się w dobrym humorze ale pogoda sprawiła że uśmikech zniknął z mojej twarzy. było pochmurno i padał deszcz. No cóż.. bywa. Wstałam z łóżka i zaczęłam się szykować do szkoły. Włosy zostawiłam rozpuszczone, pojedyncze pasma spięłam tylko do góry. Pomalowałam oczy czarną kredką a rzęsy maznęłam mascarą. Na usta nałożyłam błyszczyk. Ubrałam się w czarną, trochę za duzą bluzę, do tego szare rurki i adidasy za kostkę. Wrzuciłam książki do torby i wyszłam z domu. Wsiadłam do autobusu bo było zimno i nie chciałam moknąć. Wszyscy sie do mnie głupio uśmiechali, wiedziałam że to zasługa wczorajszej imprezy, ale nie sądziłam że wywoła to taką furorę. No nic. Każdy chciał abym usiadła koło niego a ja standardowo stałam i patrzałam się w okno. Autobus zatrzymał się pod szkołą. Do dzwonka na lekcje zostało mi około 30 sekund. Jakos dzsiaj się zbytnio nie śpieszyłam. Weszłam do budynku szkoły i spokojnie udałam się w stronę szafki. Wzięłam książki od biologii i udałam się do klasy. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- O, jak miło panią widzieć, panno Swift. Siadaj. - powiedziała nauczycielka swym gromiącym głosem. Zaśmiałam się cicho a mi zawtórowało kilka osób. Zajęłam swoje stałe miejsce przy oknie i starałam się skupić na lekcji.
Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji z ulgą udałam się do stołówki bo byłam głodna. Zajęłam miejsce tam gdzie zawsze, czyli na środku sali. Za raz co dziwne dosiadło się do mnie sporo osób. Koło mnie usiadł jakiś chłopak. Całkiem ładny na oko.
- Cześć - powiedział każdy po kolei. Okej... to było dziwne. Nie spodziewałam się że będę aż taka popularna po tej imprezie..
- Yhm.. hej - powiedziałam lekko skrępowana. Zabrałam się do jedzenia a tym czasem wszyscy siedzący przy stoliku przekrzykiwali się i zadawali różne pytania.
- Cześć jestem Mike - powiedział chłopak siedzący koło mnie. - Cześć - odpowiedziałam znudzona. Zignorowałam go i jadłam dalej. On tymczasem zaczął dłonią gładzić moją nogę. Zbliżyłam sie do niego. Przejechałam lekko dłonią po jego włosach, zbliżyłam swoją twarz do jego twarzy i powiedziałam:
- Spierdalaj.
Wstałam i odeszłam zabierając ze sobą jabłko i wodę. W domu czekała już na mnie mama.
- Cześć! - krzyknęła gdy tylko usłyszała że wchodzę do domu. - Co słychać?
- Nic nowego - skłamałam, mama nie może się dowiedzieć że zrobiłam wielką imprezę podczas jej nieobecności. - sorry mamo ale muszę się iść uczyć - powiedziałam i weszłam na górę. Byłam dziwnie nabuzowana i zestresowana. Dobrze wiedziałam że nie mam się czego uczyć ale wolałam uniknąć rozmowy z mamą. Wzięłam laptopa do ręki i położyłam się na łóżku. Weszłam na twittera i dodałam nowy wpis "Bong Saitsion dzisiaj 19.00 będę tam <3" Ubrałam się w czarną obcisłą sukienkę sięgającą przed kolano, pończochy i budy na obcasie. Do małej torebki wpakowałam potrzebne rzeczy i sporą działkę kasy. Po cichu zeszłam na dół, zarzuciłam długi płaszcz i powiedziałam do mamy:
- Idę do koleżanki się uczyć, nauka w pojedynkę mi nie idzie, będę niedługo. - odwróciłam się i wyszłam z domu. Zamówiłam taksówkę i poprosiłam aby zawiozła mnie pod dyskotekę. Po 15 minutach byłam na miejscu. Dobrze że wyglądam na dużo starszą więc mnie wpuścili. Podeszłam do baru i zamówiłam drinka. Rozejrzałam sie po sali i wyłapałam wzrokiem kilku moich znajomych ze szkoły. Podeszłam do nich i potańczyłam trochę. Po 22 impreza się rozkręciła. Tańczyłam jak oszalała z każdym facetem po kolei. Nie byłam pijana tylko napalona. Nie wiem co mnie naszło, ale podobało mi się to. Podeszłam do grupki ludzi z mojej szkoły i zobaczyłam co robią. Usłyszałam urywki rozmowy.
- Chodźcie... tam, gdzieś gdzie nie widać.. tak... mam i to dużo...dla wszystkich jest - dobrze wiedziałam o co chodzi.
- O Taylor powiedział jeden z chłopaków który zauważył mnie - idziesz z nami? - powiedział inny. W odpowiedzi kiwnęłam głową i poszłam za nimi. Znaleźliśmy dość ciemny zaułek w którym była tylko nieduża lampka która świeciła ciemno czerwonym światłem. Wszyscy po kolei zaczęli wciągać biały proszek.
- Chcesz działkę? - usłyszałam słowa kierowane do mnie. Ogarnął mnie nie pokój i chęć przypomnienia sobie jak to jest.
No i mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podoba, pisało mi się go bardzo ciężko, naprawdę. Ale liczę na szczere opinie w komentarzach. Następny rozdział będzie 24 października :)
- O, jak miło panią widzieć, panno Swift. Siadaj. - powiedziała nauczycielka swym gromiącym głosem. Zaśmiałam się cicho a mi zawtórowało kilka osób. Zajęłam swoje stałe miejsce przy oknie i starałam się skupić na lekcji.
Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji z ulgą udałam się do stołówki bo byłam głodna. Zajęłam miejsce tam gdzie zawsze, czyli na środku sali. Za raz co dziwne dosiadło się do mnie sporo osób. Koło mnie usiadł jakiś chłopak. Całkiem ładny na oko.
- Cześć - powiedział każdy po kolei. Okej... to było dziwne. Nie spodziewałam się że będę aż taka popularna po tej imprezie..
- Yhm.. hej - powiedziałam lekko skrępowana. Zabrałam się do jedzenia a tym czasem wszyscy siedzący przy stoliku przekrzykiwali się i zadawali różne pytania.
- Cześć jestem Mike - powiedział chłopak siedzący koło mnie. - Cześć - odpowiedziałam znudzona. Zignorowałam go i jadłam dalej. On tymczasem zaczął dłonią gładzić moją nogę. Zbliżyłam sie do niego. Przejechałam lekko dłonią po jego włosach, zbliżyłam swoją twarz do jego twarzy i powiedziałam:
- Spierdalaj.
Wstałam i odeszłam zabierając ze sobą jabłko i wodę. W domu czekała już na mnie mama.
- Cześć! - krzyknęła gdy tylko usłyszała że wchodzę do domu. - Co słychać?
- Nic nowego - skłamałam, mama nie może się dowiedzieć że zrobiłam wielką imprezę podczas jej nieobecności. - sorry mamo ale muszę się iść uczyć - powiedziałam i weszłam na górę. Byłam dziwnie nabuzowana i zestresowana. Dobrze wiedziałam że nie mam się czego uczyć ale wolałam uniknąć rozmowy z mamą. Wzięłam laptopa do ręki i położyłam się na łóżku. Weszłam na twittera i dodałam nowy wpis "Bong Saitsion dzisiaj 19.00 będę tam <3" Ubrałam się w czarną obcisłą sukienkę sięgającą przed kolano, pończochy i budy na obcasie. Do małej torebki wpakowałam potrzebne rzeczy i sporą działkę kasy. Po cichu zeszłam na dół, zarzuciłam długi płaszcz i powiedziałam do mamy:
- Idę do koleżanki się uczyć, nauka w pojedynkę mi nie idzie, będę niedługo. - odwróciłam się i wyszłam z domu. Zamówiłam taksówkę i poprosiłam aby zawiozła mnie pod dyskotekę. Po 15 minutach byłam na miejscu. Dobrze że wyglądam na dużo starszą więc mnie wpuścili. Podeszłam do baru i zamówiłam drinka. Rozejrzałam sie po sali i wyłapałam wzrokiem kilku moich znajomych ze szkoły. Podeszłam do nich i potańczyłam trochę. Po 22 impreza się rozkręciła. Tańczyłam jak oszalała z każdym facetem po kolei. Nie byłam pijana tylko napalona. Nie wiem co mnie naszło, ale podobało mi się to. Podeszłam do grupki ludzi z mojej szkoły i zobaczyłam co robią. Usłyszałam urywki rozmowy.
- Chodźcie... tam, gdzieś gdzie nie widać.. tak... mam i to dużo...dla wszystkich jest - dobrze wiedziałam o co chodzi.
- O Taylor powiedział jeden z chłopaków który zauważył mnie - idziesz z nami? - powiedział inny. W odpowiedzi kiwnęłam głową i poszłam za nimi. Znaleźliśmy dość ciemny zaułek w którym była tylko nieduża lampka która świeciła ciemno czerwonym światłem. Wszyscy po kolei zaczęli wciągać biały proszek.
- Chcesz działkę? - usłyszałam słowa kierowane do mnie. Ogarnął mnie nie pokój i chęć przypomnienia sobie jak to jest.
No i mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podoba, pisało mi się go bardzo ciężko, naprawdę. Ale liczę na szczere opinie w komentarzach. Następny rozdział będzie 24 października :)
wtorek, 12 października 2010
Rozdział 15 - "krzyczałam, ale bez skutku"
Najpierw kilka słów ode mnie... Wiem że zapuściłam się w pisaniu ale nadrobię to. Powody są dwa:
Po pierwsze, kompletny brak czasu.
Po drugie, brak weny.
Na prawdę z całego serca was przepraszam że tyle musieliście czekać. Wiem już ile będzie miała ta opowieść rozdziałów i myśle nad tym czy zrobić drugą część czy zacząć pisać nowe opowiadanie. Ale o tym później, teraz zapraszam do czytania.
Dziś moja wielka impreza. Dochodziła 19.30 i już zjawiali się pierwsi goście. Odziana w sukienkę od Valentino przyjmowałam pierwszych gości. Po godzinie mój dom był wypełniony po brzegi. Wszystko było perfekcyjnie. Znajomi ze szkoły byli pod wrażeniem mojego domu a Tisha i jej koleżanki były po prostu wściekłe. Wyszły z imprezy po niecałej godzinie. Każdy z gości przyniósł coś ze sobą, jak nie wino, to chipsy albo wódkę i czteropaki piwa. Alkoholu było mnóstwo bo dodatkowo do tego co przynieśli goście był bar w którym były najróżniejsze alkohole. Cieszyłam się ale jednocześnie smuciłam że nie ma tu Sterlinga. No cóż, widocznie tak musiało być - pomyślałam. Tańczyłam w najlepsze ze znajomymi. Było już po północy a my dalej imprezowaliśmy. Byłam tak pijana że nie wiedziałam kto kim jest. Bawiłam się jeszcze bardzo długo a gdy już wszyscy wyszli od razu urwał mi się film.
Obudziłam się na ziemi w łazience. Kręciło mi się w głowie i było strasznie niedobrze. Powoli podniosłam się z ziemi i doczłapałam się w kranu. Ochlapałam twarz zimną wodą i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam jak żywy trup. Zeszłam powoli na dół domu i spojrzałam na salon. Było znośnie. Nie było jakiegoś wielkiego syfu. Tylko walały się papierowe kubki, spalone już papierosy i puszki po piwie. Wyjęłam z szuflady z kuchni dwa worki na śmieci i zaczęłam wszystko zbierać. Po kilku minutach było w miarę czysto. Wróciłam do swojego pokoju i przebrałam się w to. Włosy spięłam w luźnego koka. Dzisiejszy dzień zapowiadał się dość nudno. Wyjęłam puszkę coca-coli z szafki i zasiadłam przed laptopem. Sprawdziłam pocztę i weszłam na facebooka. Znudzona wyłączyłam komputer. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo więc poszłam otworzyć. Zobaczyłam Sterlinga. Wszedł popychając mnie na ścianę i przywierając do mnie swoim ciałem zaczął mnie nachalnie całować.
- Puść mnie!.. Nie.. zostaw! - krzyczałam, ale bez skutku. Brakowało mi tchu. Starałam się go odepchnąć ale był za ciężki. Zaczął ściągać ze mnie ubrania i pchnął mnie na kanapę. Odwrócił się na chwilę więc szybko skorzystałam z okazji i uderzyłam go mocno w głowę. Upadł, wiedziałam że żyje.
- Wynoś się, bo zadzwonię na policję! - krzyknęłam. Wstał powoli i odwrócił się do mnie. Uderzyłam go jeszcze raz ale tym razem bez słowa wyszedł mocno trzaskając drzwiami. Byłam przerażona ale i szczęśliwa że nie dałam mu się. Zamknęłam dom i położyłam się na kanapie i zasnęłam.
Następny rozdział będzie 16 października (sobota). Miło by było gdybyście wyrazili opinie w komentarzu.
Pozdrawiam, Miśka <3
Po pierwsze, kompletny brak czasu.
Po drugie, brak weny.
Na prawdę z całego serca was przepraszam że tyle musieliście czekać. Wiem już ile będzie miała ta opowieść rozdziałów i myśle nad tym czy zrobić drugą część czy zacząć pisać nowe opowiadanie. Ale o tym później, teraz zapraszam do czytania.
Dziś moja wielka impreza. Dochodziła 19.30 i już zjawiali się pierwsi goście. Odziana w sukienkę od Valentino przyjmowałam pierwszych gości. Po godzinie mój dom był wypełniony po brzegi. Wszystko było perfekcyjnie. Znajomi ze szkoły byli pod wrażeniem mojego domu a Tisha i jej koleżanki były po prostu wściekłe. Wyszły z imprezy po niecałej godzinie. Każdy z gości przyniósł coś ze sobą, jak nie wino, to chipsy albo wódkę i czteropaki piwa. Alkoholu było mnóstwo bo dodatkowo do tego co przynieśli goście był bar w którym były najróżniejsze alkohole. Cieszyłam się ale jednocześnie smuciłam że nie ma tu Sterlinga. No cóż, widocznie tak musiało być - pomyślałam. Tańczyłam w najlepsze ze znajomymi. Było już po północy a my dalej imprezowaliśmy. Byłam tak pijana że nie wiedziałam kto kim jest. Bawiłam się jeszcze bardzo długo a gdy już wszyscy wyszli od razu urwał mi się film.
Obudziłam się na ziemi w łazience. Kręciło mi się w głowie i było strasznie niedobrze. Powoli podniosłam się z ziemi i doczłapałam się w kranu. Ochlapałam twarz zimną wodą i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam jak żywy trup. Zeszłam powoli na dół domu i spojrzałam na salon. Było znośnie. Nie było jakiegoś wielkiego syfu. Tylko walały się papierowe kubki, spalone już papierosy i puszki po piwie. Wyjęłam z szuflady z kuchni dwa worki na śmieci i zaczęłam wszystko zbierać. Po kilku minutach było w miarę czysto. Wróciłam do swojego pokoju i przebrałam się w to. Włosy spięłam w luźnego koka. Dzisiejszy dzień zapowiadał się dość nudno. Wyjęłam puszkę coca-coli z szafki i zasiadłam przed laptopem. Sprawdziłam pocztę i weszłam na facebooka. Znudzona wyłączyłam komputer. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo więc poszłam otworzyć. Zobaczyłam Sterlinga. Wszedł popychając mnie na ścianę i przywierając do mnie swoim ciałem zaczął mnie nachalnie całować.
- Puść mnie!.. Nie.. zostaw! - krzyczałam, ale bez skutku. Brakowało mi tchu. Starałam się go odepchnąć ale był za ciężki. Zaczął ściągać ze mnie ubrania i pchnął mnie na kanapę. Odwrócił się na chwilę więc szybko skorzystałam z okazji i uderzyłam go mocno w głowę. Upadł, wiedziałam że żyje.
- Wynoś się, bo zadzwonię na policję! - krzyknęłam. Wstał powoli i odwrócił się do mnie. Uderzyłam go jeszcze raz ale tym razem bez słowa wyszedł mocno trzaskając drzwiami. Byłam przerażona ale i szczęśliwa że nie dałam mu się. Zamknęłam dom i położyłam się na kanapie i zasnęłam.
Następny rozdział będzie 16 października (sobota). Miło by było gdybyście wyrazili opinie w komentarzu.
Pozdrawiam, Miśka <3
środa, 22 września 2010
Rozdział 14 - "jutro impreza u mnie..."
- Wstawaj śpioszku - usłyszałam głos Sterlinga. Stał w wejściu do sypialni w której spaliśmy. W rękach trzymał tacę ze śniadaniem.
- Dla mnie? Nie musiałeś - powiedziałam.
- Musiałem, tu masz naleśniki z czekolada.
- Um... moje ulubione - powiedziałam jedząc.
Po zjedzeniu ubrałam się w to i umalowałam się tak. Dzisiaj planuje ściąć włosy. Przez te głupie loki ludzie myślą że jestem słodką barbie. Zeszłam na dół, wzięłam jabłko w rękę i wyszłam. Ster (Sterling) miał dzisiaj jakieś spotkanie i mamy w domu się spotkać o 16. A jest godzina 12.30. Mam sporo czasu. Postanowiłam odwiedzić mamę, ale zanim to zrobię pójdę do fryzjera. Włosy przefarbowałam na bardzo jasny blond i ścięłam je, teraz są trochę za ramiona. Całość wygląda tak. Jestem bardzo zadowolona z efektu. Poszło dość szybko, jest kilka minut po 14-tej. Szłam spokojnie w kierunku starego domu, dojście zajęło mi 15 minut. Zadzwoniłam dzwonkiem kilka razy ale nikt nie otworzył. A kluczy nie mam. Pewnie mama jeszcze w pracy. Złapałam taksówkę i pojechałam pod dom Sterlinga. Miałam blisko ale z niewiadomego powodu strasznie bolały mnie nogi. Szybko wyszłam z taksówki dając facetowi pierwszy lepszy banknot z portfela, nie wiem czy 1 dolar czy 100. Po cichu weszłam do domu Sterlinga i weszłam po schodach. To co zobaczyłam po otworzeniu drzwi do naszej sypialni, było nie do opisania. Ster całujący się z jakąś laleczką.
- Ty świnio, babiarzu, zboczeńcu i ćpunie! Jak mogłeś?!! - Zaczęłam wrzeszczeć. Podeszłam do niego i dwa razy dałam mu z liścia. Chwyciłam swoją walizkę i szybkim ruchem wpakowałam swoje rzeczy. Zbiegłam po schodach i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Szybkim krokiem kierowałam się w stronę domu. Otworzyłam drzwi, były otwarte. Mama była w domu. Gdy zobaczyłam ją siedzącą na kanapie czytającą książkę, puściłam torbę i podbiegłam do niej. Wtuliłam się w nią i zaczęłam płakać.
- Nie płacz.. już dobrze... Taylor, spójrz na mnie.. - podniosłam głowę i spojrzałam mamie w oczy. - obiecaj że nigdy więcej mi tego nie zrobisz..
- Obiecuje mamo, przepraszam.... - powiedziałam, pociągnęłam nosem, otarłam łzy i wzięłam swoją torbę. Udałam się na górę. Powoli rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy i usiadłam na łóżku. Rozejrzałam się po pokoju, nic się nie zmienił. Nie minęło 20 minut a zasnęłam.
Obudziły mnie bardzo jasne promienie słońca. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam z łóżka. Dziś 14 czerwiec. Niedługo moje urodziny. Już za niecałe dwa tygodnie będę pełnoletnia. Stanęłam przed szafa w poszukiwaniu jakiś znośnych ciuchów. Coś się tu pusto zrobiło. A może mi się zdaje bo nie ubiorę już różowej tuniki i szpileczek? Nie mogę uwierzyć że kiedyś to nosiłam... Ubrałam się w najlepsze ciuchy z mojej szafy, zrobiłam mocny makijaż i ułożyłam włosy. Całość wyglądała mniej więcej tak. Zeszłam na śniadanie i zobaczyłam moją mamę krzątającą się po kuchni.
- Co chcesz na śniadanie?
- Nie jestem głodna...
- Jak chcesz...
- Mamo... bo już niedługo moje urodziny i...
- Potrzeba ciuchów? - powiedziała mama z chytrym uśmieszkiem
- No...
- Dzisiaj mam wolne więc możemy się wybrać na zakupy za raz po śniadaniu.
I tak zrobiłyśmy, mama ogarnęła po śniadaniu, zrobiła makijaż, ja wzięłam torebkę i wyszłyśmy. Mama wsiadła do naszego żółtego porsche i pojechałyśmy do galerii. Naciągnęłam mamę na chyba całą ciuchów w moim stylu. W domu byłyśmy około 18. Zmęczona poszłam spać.
Następnego dnia.
Dzisiaj z niewiadomego powodu przywiązałam dużą uwagę do mojego wyglądu. Wyglądałąm Tak. Szłam właśnie w stronę szkoły, przed wejściem zobaczyłam o rok starsze tak zwane "gwiazdy" szkolne.
- Proszę, proszę. Kogo tu mamy. Szmaciarę kupującą w szmateksach... - powiedziała Tisha z swoim śłit uśmieszkiem, a jej koleżaneczki jak na znak zaczęły rechotać. Aż mnie uszy rozbolały.
- Słuchaj barbie, masz chyba błędne informacje, bo nie wiesz jak ja żyję, gdzie mieszkam, i jakim samochodem jeżdżę.
- Przekonajmy sie
- Dobrze, jutro impreza u mnie o 20.00. Bullimore street 18. Mam nadzieję że wpadniecie - powiedziałam z uśmiechem i odeszłam trącąc ją ramieniem tak "niechcący". - Oj, przepraszam. - powiedziałam na pożegnanie.
Udałam się od salę od angielskiego i zajęłam swoje miejsce w ławce. Wszystkie lekcje minęły dość szybko.
Przerwa na lunch.
- Ludzie!! Proszę o uwagę!!! - krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam. Stałam na jednym ze stołów w stołówce. - chciałam was zaprosić do mnie na imprezę, jutro o 20 na Bullimore street 18. Mam nadzieję że przyjdziecie - powiedziałam i zeszłam ze stołu. Wzięłam puszkę coli i wyszłam ze stołówki. Pomimo że miałam jeszcze cztery lekcje opuściłam budynek szkoły. Tyle rzeczy muszę przygotować... Miałam już wizualizację. W ogrodzie będzie jedzenie, a w środku alkohol. Nie martwiłam się o mamę bo dzisiaj wyjechała w czterodniowa podróż służbową. Zamówię Dj`a, super dekoracje i najlepszy alkohol. Cała szczęśliwa weszłam do domu. Wzięłam czarny notes mamy w którym były numery, dzięki którym mogę zorganizować wszystko co będę chciała.
Witam witam!
Wiem że w rozdziale jakoś tam dużo linków... hm... no jakoś tak wyszło xd
Następny rozdział najpóźniej 29 września i jak będzie 14 komentarzy :D
Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga i dodałam chat, liczę na to że będziecie na nim pisac, pogadam na każdy temat :D
Mój kolor pionka jest złoty :)
To tyle ogłoszeń parafialnych.
- Dla mnie? Nie musiałeś - powiedziałam.
- Musiałem, tu masz naleśniki z czekolada.
- Um... moje ulubione - powiedziałam jedząc.
Po zjedzeniu ubrałam się w to i umalowałam się tak. Dzisiaj planuje ściąć włosy. Przez te głupie loki ludzie myślą że jestem słodką barbie. Zeszłam na dół, wzięłam jabłko w rękę i wyszłam. Ster (Sterling) miał dzisiaj jakieś spotkanie i mamy w domu się spotkać o 16. A jest godzina 12.30. Mam sporo czasu. Postanowiłam odwiedzić mamę, ale zanim to zrobię pójdę do fryzjera. Włosy przefarbowałam na bardzo jasny blond i ścięłam je, teraz są trochę za ramiona. Całość wygląda tak. Jestem bardzo zadowolona z efektu. Poszło dość szybko, jest kilka minut po 14-tej. Szłam spokojnie w kierunku starego domu, dojście zajęło mi 15 minut. Zadzwoniłam dzwonkiem kilka razy ale nikt nie otworzył. A kluczy nie mam. Pewnie mama jeszcze w pracy. Złapałam taksówkę i pojechałam pod dom Sterlinga. Miałam blisko ale z niewiadomego powodu strasznie bolały mnie nogi. Szybko wyszłam z taksówki dając facetowi pierwszy lepszy banknot z portfela, nie wiem czy 1 dolar czy 100. Po cichu weszłam do domu Sterlinga i weszłam po schodach. To co zobaczyłam po otworzeniu drzwi do naszej sypialni, było nie do opisania. Ster całujący się z jakąś laleczką.
- Ty świnio, babiarzu, zboczeńcu i ćpunie! Jak mogłeś?!! - Zaczęłam wrzeszczeć. Podeszłam do niego i dwa razy dałam mu z liścia. Chwyciłam swoją walizkę i szybkim ruchem wpakowałam swoje rzeczy. Zbiegłam po schodach i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Szybkim krokiem kierowałam się w stronę domu. Otworzyłam drzwi, były otwarte. Mama była w domu. Gdy zobaczyłam ją siedzącą na kanapie czytającą książkę, puściłam torbę i podbiegłam do niej. Wtuliłam się w nią i zaczęłam płakać.
- Nie płacz.. już dobrze... Taylor, spójrz na mnie.. - podniosłam głowę i spojrzałam mamie w oczy. - obiecaj że nigdy więcej mi tego nie zrobisz..
- Obiecuje mamo, przepraszam.... - powiedziałam, pociągnęłam nosem, otarłam łzy i wzięłam swoją torbę. Udałam się na górę. Powoli rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy i usiadłam na łóżku. Rozejrzałam się po pokoju, nic się nie zmienił. Nie minęło 20 minut a zasnęłam.
Obudziły mnie bardzo jasne promienie słońca. Przeciągnęłam się leniwie i wstałam z łóżka. Dziś 14 czerwiec. Niedługo moje urodziny. Już za niecałe dwa tygodnie będę pełnoletnia. Stanęłam przed szafa w poszukiwaniu jakiś znośnych ciuchów. Coś się tu pusto zrobiło. A może mi się zdaje bo nie ubiorę już różowej tuniki i szpileczek? Nie mogę uwierzyć że kiedyś to nosiłam... Ubrałam się w najlepsze ciuchy z mojej szafy, zrobiłam mocny makijaż i ułożyłam włosy. Całość wyglądała mniej więcej tak. Zeszłam na śniadanie i zobaczyłam moją mamę krzątającą się po kuchni.
- Co chcesz na śniadanie?
- Nie jestem głodna...
- Jak chcesz...
- Mamo... bo już niedługo moje urodziny i...
- Potrzeba ciuchów? - powiedziała mama z chytrym uśmieszkiem
- No...
- Dzisiaj mam wolne więc możemy się wybrać na zakupy za raz po śniadaniu.
I tak zrobiłyśmy, mama ogarnęła po śniadaniu, zrobiła makijaż, ja wzięłam torebkę i wyszłyśmy. Mama wsiadła do naszego żółtego porsche i pojechałyśmy do galerii. Naciągnęłam mamę na chyba całą ciuchów w moim stylu. W domu byłyśmy około 18. Zmęczona poszłam spać.
Następnego dnia.
Dzisiaj z niewiadomego powodu przywiązałam dużą uwagę do mojego wyglądu. Wyglądałąm Tak. Szłam właśnie w stronę szkoły, przed wejściem zobaczyłam o rok starsze tak zwane "gwiazdy" szkolne.
- Proszę, proszę. Kogo tu mamy. Szmaciarę kupującą w szmateksach... - powiedziała Tisha z swoim śłit uśmieszkiem, a jej koleżaneczki jak na znak zaczęły rechotać. Aż mnie uszy rozbolały.
- Słuchaj barbie, masz chyba błędne informacje, bo nie wiesz jak ja żyję, gdzie mieszkam, i jakim samochodem jeżdżę.
- Przekonajmy sie
- Dobrze, jutro impreza u mnie o 20.00. Bullimore street 18. Mam nadzieję że wpadniecie - powiedziałam z uśmiechem i odeszłam trącąc ją ramieniem tak "niechcący". - Oj, przepraszam. - powiedziałam na pożegnanie.
Udałam się od salę od angielskiego i zajęłam swoje miejsce w ławce. Wszystkie lekcje minęły dość szybko.
Przerwa na lunch.
- Ludzie!! Proszę o uwagę!!! - krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam. Stałam na jednym ze stołów w stołówce. - chciałam was zaprosić do mnie na imprezę, jutro o 20 na Bullimore street 18. Mam nadzieję że przyjdziecie - powiedziałam i zeszłam ze stołu. Wzięłam puszkę coli i wyszłam ze stołówki. Pomimo że miałam jeszcze cztery lekcje opuściłam budynek szkoły. Tyle rzeczy muszę przygotować... Miałam już wizualizację. W ogrodzie będzie jedzenie, a w środku alkohol. Nie martwiłam się o mamę bo dzisiaj wyjechała w czterodniowa podróż służbową. Zamówię Dj`a, super dekoracje i najlepszy alkohol. Cała szczęśliwa weszłam do domu. Wzięłam czarny notes mamy w którym były numery, dzięki którym mogę zorganizować wszystko co będę chciała.
Witam witam!
Wiem że w rozdziale jakoś tam dużo linków... hm... no jakoś tak wyszło xd
Następny rozdział najpóźniej 29 września i jak będzie 14 komentarzy :D
Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga i dodałam chat, liczę na to że będziecie na nim pisac, pogadam na każdy temat :D
Mój kolor pionka jest złoty :)
To tyle ogłoszeń parafialnych.
czwartek, 16 września 2010
Rozdział 13 - "Nie jestem na to gotowa."
Wyciągnęłam z szafy średniej wielkości torbę i zaczęłam pakować tam najpotrzebniejsze rzeczy. Spojrzałam na zegarek, 23:37. Mama już śpi. Wzięłam torbę i ostrożnie zeszłam na dół. Napisałam karteczkę którą zostawiłam na stole:
Jestem u Sterlinga, nie martw się.
Taylor
Zamknęłam drzwi i wyszłam. Pośpiesznym krokiem szłam do Sterlinga. Po niecałych 5 minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam i zobaczyłam Sterlinga odzianego w szlafrok.
Oczami Sterlinga
Ale klapa! Co ja jej teraz powiem ?! Ona nie może dowiedzieć się o Alison! Już wiem...
- Cześć.. yyyy.... wejdź zaraz przyjdę idę się przebrać. - powiedziałem. Kiwnęła głową i usiadła na kanapie. Wbiegłem po schodach i zamiast do łazienki udałem się do sypialni gdzie czekała pół naga Alison.
- Wyjdź!
- Ale... Sterling,.... przecież.. my..
- Wyjdź! - powiedziałem już trochę głośniej. Tym razem posłuchała i wyszła przez okno. Na szczęście była drabina. Wyszedłem z pokoju i szybko zacząłem się ubierać w łazience. Przejrzałem się w lustrze i wyszedłem z łazienki. Zszedłem na dół i wziąłem jej torbę do ręki i zaniosłem do góry.
- Jak chcesz to możesz się wypakować. - powiedziałem a ta posłusznie zaczęła wypakowywać swoje rzeczy.
- Mogę się umyć? - spytała nieśmiało.
- Jasne, łazienka jest na lewo.
Oczami Taylor
Umyłam się i przebrałam w piżamę. Wyszłam z łazienki i usiadłam na brzegu łóżka. Ster (Sterling) usiadł koło mnie i obiął ramieniem. Przybliżył swoja twarz do mojej szyi i delikatnie musnął ja wargami. Powoli zaczął schodzić niżej. Zdiął ze mnie bluzkę i teraz leżał na mnie a ja zaczynałam rozpinać mu koszulę. Zdjął ją i w tym momencie powrócił mi zdrowy rozsądek. Zrozumiałam że nie chcem tego. Nie jestem na to gotowa.
Przepraszam że taki krótki. Kiedy wczoraj wieczorem miałam już cały gotowy rozdział tata "niechcacy" usunął mi folder z rozdziałami :/
NSTĘPNY JAK POJAI SIĘ 13 KOMENTÓW <33333
Jestem u Sterlinga, nie martw się.
Taylor
Zamknęłam drzwi i wyszłam. Pośpiesznym krokiem szłam do Sterlinga. Po niecałych 5 minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam i zobaczyłam Sterlinga odzianego w szlafrok.
Oczami Sterlinga
Ale klapa! Co ja jej teraz powiem ?! Ona nie może dowiedzieć się o Alison! Już wiem...
- Cześć.. yyyy.... wejdź zaraz przyjdę idę się przebrać. - powiedziałem. Kiwnęła głową i usiadła na kanapie. Wbiegłem po schodach i zamiast do łazienki udałem się do sypialni gdzie czekała pół naga Alison.
- Wyjdź!
- Ale... Sterling,.... przecież.. my..
- Wyjdź! - powiedziałem już trochę głośniej. Tym razem posłuchała i wyszła przez okno. Na szczęście była drabina. Wyszedłem z pokoju i szybko zacząłem się ubierać w łazience. Przejrzałem się w lustrze i wyszedłem z łazienki. Zszedłem na dół i wziąłem jej torbę do ręki i zaniosłem do góry.
- Jak chcesz to możesz się wypakować. - powiedziałem a ta posłusznie zaczęła wypakowywać swoje rzeczy.
- Mogę się umyć? - spytała nieśmiało.
- Jasne, łazienka jest na lewo.
Oczami Taylor
Umyłam się i przebrałam w piżamę. Wyszłam z łazienki i usiadłam na brzegu łóżka. Ster (Sterling) usiadł koło mnie i obiął ramieniem. Przybliżył swoja twarz do mojej szyi i delikatnie musnął ja wargami. Powoli zaczął schodzić niżej. Zdiął ze mnie bluzkę i teraz leżał na mnie a ja zaczynałam rozpinać mu koszulę. Zdjął ją i w tym momencie powrócił mi zdrowy rozsądek. Zrozumiałam że nie chcem tego. Nie jestem na to gotowa.
Przepraszam że taki krótki. Kiedy wczoraj wieczorem miałam już cały gotowy rozdział tata "niechcacy" usunął mi folder z rozdziałami :/
NSTĘPNY JAK POJAI SIĘ 13 KOMENTÓW <33333
sobota, 11 września 2010
Rozdział 12 - "mogę robić to, co mi się żywnie podoba!"
Mijała właśnie moja czwarta lekcja, chemia. Siedziałam na niej przed Sterlingiem, niestety. Kilka minut przed dzwonkiem dostałam karteczkę
„Taylor, spotkajmy się po lekcjach przed szkołą. Sterling.”
Zgniotłam kartkę w dłoni po czym wrzuciłam ją do piórnika. Dzwonek oznaczający koniec lekcji. Lekko zdenerwowana, powoli zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wyszłam z klasy jako ostatnia. Wyszłam z budynku szkoły i zobaczyłam postać Sterlinga siedzącą na schodach.
- Co chciałeś? – spytałam, siliłam się aby ton mojego głosu był szorstki i chłodny, ale chyba mi to nie wyszło.
- Przeprosić.. naprawdę mi przykro. Po prostu ja.. ja… nie mogę bez ciebie żyć. Tak, wiem te słowa brzmią głupio ale to prawda. Ledwo cię znam ale coś przyciąga mnie do ciebie, uzależniłaś mnie swoją osobą. Gdy nie ma cię w pobliżu wariuję, bo Cię kocham… - po tych dwóch ostatnich słowach, zatkało mnie. Chciałam wydobyć z siebie jakiś głos, tymczasem nie mogłam.
-Taylor, powiedz coś, proszę… - nie odpowiedziałam. Zbliżył się do mnie, tam że teraz stykaliśmy się ciałami. Przybliżył spokojnie swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje wargi. Oplotłam ręce na jego szyi, a ten zaczął mnie całować z większą odwagą. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Niby nie zerwałam z Justinem i dalej go kochałam, ale myśl że wyjechał i zostawił mnie bez słowa nie dawała mi myśleć normalnie, w sposób taki że kiedyś coś nas łączyło. Oderwaliśmy się od siebie po kilku minutach, a może sekundach? Nie wiem, czas teraz nie miał znaczenia. Uśmiechnęłam się tylko do niego i poszłam.
Trzy miesiące później.
Sterling i ja jesteśmy parą już prawie trzy miesiące. Dziś wyprawia imprezę na która jest zaproszona większość ludzi z naszej szkoły. Matka wyjechała na jakieś spotkanie biznesowe więc mogę robić co chcę, przed całe trzy dni. Co do Justina, to już dawno pogodziłam się z jego odejściem. Dzięki Sterlingowi zaczęłam żyć na nowo. Impreza zaczyna się o 20, a aktualnie mamy 19:34. Ubrałam się w To umalowałam się dość mocno i wyszłam z domu. Mieszkaliśmy od siebie przecznicę dalej więc już po chwili byłam na miejscu. Przed domem było mnóstwo aut, słychać było bardzo głośną muzykę, śmiechy i krzyki gości. Zadzwoniłam dzwonkiem i utworzył mi lekko wstawiony już Sterling.
- Cześć kochanie – powiedział po czym ucałował mnie w usta. Pomimo alkoholu jego usta dalej miały słodki lekko miętowy smak. Weszłam do środka i przywitałam się ze znajomymi. Przyznam że dzięki Sterlingowi poznałam kilka fajnych osób. Między innymi Kate, 18-nastolatkę mieszkającą u swojego chłopaka, Liama. Kate pomimo dziewczęcego uroku, wcale nie była grzeczną dziewczynką. Zdarzało się jej ćpać, palić różne rzeczy i upić się do granic możliwości. Z imprezy na imprezę co raz bardziej ciągnęło mnie do zasmakowania tego życia.
- Kate! Cześć – powiedziałam po czym przybiłam jej „żółwika”.
- Siema, miło cię widzieć. Napijesz się czegoś?
- Chętnie. – powiedziałam a Kate od razu zaciągnęła mnie w stronę barku przy którym było kilka mocno wstawionych ludzi. Zamówiłam jeden drink, drugi, trzeci i piąty. Gdy byłam już kompletnie pijana, wyszłam do ogrodu z Kate. Przed nami stała grupka chłopaków. Kate podeszła do nich i jednego pocałowała namiętnie w uta. Zobaczyłam jak jeden wyciąga małą torebeczkę z białym proszkiem. Obróciłam się za siebie i zobaczyłam zmierzającego tu Sterlinga. Podszedł do nas, przywitał się i obiął mnie ramieniem. Wszyscy po kolei zaczęli wciągać białe prochy przez słomę od drinków, a razem z nimi Sterling.
- Chcesz? – odezwał się Liam. W odpowiedzi przytaknęłam głową po czym wciągnęłam spora porcję. Zobaczyłam ciemność i urwał mi się film.
Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Przyłożyłam dłoń do głowy i cicho jęknęłam. Nic nie pamiętałam. Leżałam w pokoju Sterlinga na łóżku a on obok mnie.
- Co się stało? – spytałam zachrypniętym głosem.
- Wciągnęłaś za dużo prochów i zemdlałaś.
- Aha..
- Idę zrobić coś do jedzenia, a ty śpij – ucałował mnie w czubek głosy i wyszedł cicho zamykając drzwi. Próbowałam zasnąć ale pomimo moich starań, nie mogłam. Ostrożnie podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pokoju.
- Smacznego – powiedział Sterling , położył tacę z jedzeniem na moich kolanach i sam wziął jedną kanapkę. – boli cię głowa? – spytał
- Trochę…
- Trochę, czy bardzo? To ważne..
- Bardzo…
- Zaczekaj tu – powiedział i wyszedł. Wrócił po chwili ze szklanką wody i tabletką od bólu głowy.
- Dzięki – powiedziałam jak już popiłam tabletkę wodą. Ułożyłam się w pozycji leżącej i próbowałam zasnąć. Sterling położył się koło mnie. Zasnęłam po kilku minutach oparta o jego ciepły tors.
Dwa dni później.
- Czy możesz wyjaśnić mi co to ma znaczyć?! – darła się moja rodzicielka już chyba po raz dziesiąty. W ręku trzymała przedwczorajszą gazetę. Były tam zdjęcia moje i Sterlinga z imprezy. Byłam kompletnie pijana. Ostatnim zdjęciem było jak wychodziłam z jego domu. I o co tyle hałasu?!
- Jestem prawie dorosła, mogę robić to, co mi się żywnie podoba! – krzyknęłam jej prosto w twarz.
- Nie poznaje cię Taylor… - powiedziała mama już spokojniejszym głosem. – Co ten chłopak ci zrobił?! – i znowu krzyk…
- Nic, po prostu się kochamy i nic ci do tego! – krzyknęłam i wbiegłam po schodach do swojego pokoju głośno trzaskając drzwiami.
Jestem z rozdziału bardzo zadowolona.
Zaszła pewna pomyłka, mamy 12-nasty a nie 11-nasty rozdział. Gdy wczoraj przeglądałam archiwum, natrafiłam na rozdział który nie miał tytułu. A więc obecny rozdział jest rozdziałem 12 :D
Wiecie? Mam taką wenę że już piszę kolejny rozdział xd
Następny jak będzie minimum 12 komentarzy.
Bay <33
„Taylor, spotkajmy się po lekcjach przed szkołą. Sterling.”
Zgniotłam kartkę w dłoni po czym wrzuciłam ją do piórnika. Dzwonek oznaczający koniec lekcji. Lekko zdenerwowana, powoli zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wyszłam z klasy jako ostatnia. Wyszłam z budynku szkoły i zobaczyłam postać Sterlinga siedzącą na schodach.
- Co chciałeś? – spytałam, siliłam się aby ton mojego głosu był szorstki i chłodny, ale chyba mi to nie wyszło.
- Przeprosić.. naprawdę mi przykro. Po prostu ja.. ja… nie mogę bez ciebie żyć. Tak, wiem te słowa brzmią głupio ale to prawda. Ledwo cię znam ale coś przyciąga mnie do ciebie, uzależniłaś mnie swoją osobą. Gdy nie ma cię w pobliżu wariuję, bo Cię kocham… - po tych dwóch ostatnich słowach, zatkało mnie. Chciałam wydobyć z siebie jakiś głos, tymczasem nie mogłam.
-Taylor, powiedz coś, proszę… - nie odpowiedziałam. Zbliżył się do mnie, tam że teraz stykaliśmy się ciałami. Przybliżył spokojnie swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje wargi. Oplotłam ręce na jego szyi, a ten zaczął mnie całować z większą odwagą. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Niby nie zerwałam z Justinem i dalej go kochałam, ale myśl że wyjechał i zostawił mnie bez słowa nie dawała mi myśleć normalnie, w sposób taki że kiedyś coś nas łączyło. Oderwaliśmy się od siebie po kilku minutach, a może sekundach? Nie wiem, czas teraz nie miał znaczenia. Uśmiechnęłam się tylko do niego i poszłam.
Trzy miesiące później.
Sterling i ja jesteśmy parą już prawie trzy miesiące. Dziś wyprawia imprezę na która jest zaproszona większość ludzi z naszej szkoły. Matka wyjechała na jakieś spotkanie biznesowe więc mogę robić co chcę, przed całe trzy dni. Co do Justina, to już dawno pogodziłam się z jego odejściem. Dzięki Sterlingowi zaczęłam żyć na nowo. Impreza zaczyna się o 20, a aktualnie mamy 19:34. Ubrałam się w To umalowałam się dość mocno i wyszłam z domu. Mieszkaliśmy od siebie przecznicę dalej więc już po chwili byłam na miejscu. Przed domem było mnóstwo aut, słychać było bardzo głośną muzykę, śmiechy i krzyki gości. Zadzwoniłam dzwonkiem i utworzył mi lekko wstawiony już Sterling.
- Cześć kochanie – powiedział po czym ucałował mnie w usta. Pomimo alkoholu jego usta dalej miały słodki lekko miętowy smak. Weszłam do środka i przywitałam się ze znajomymi. Przyznam że dzięki Sterlingowi poznałam kilka fajnych osób. Między innymi Kate, 18-nastolatkę mieszkającą u swojego chłopaka, Liama. Kate pomimo dziewczęcego uroku, wcale nie była grzeczną dziewczynką. Zdarzało się jej ćpać, palić różne rzeczy i upić się do granic możliwości. Z imprezy na imprezę co raz bardziej ciągnęło mnie do zasmakowania tego życia.
- Kate! Cześć – powiedziałam po czym przybiłam jej „żółwika”.
- Siema, miło cię widzieć. Napijesz się czegoś?
- Chętnie. – powiedziałam a Kate od razu zaciągnęła mnie w stronę barku przy którym było kilka mocno wstawionych ludzi. Zamówiłam jeden drink, drugi, trzeci i piąty. Gdy byłam już kompletnie pijana, wyszłam do ogrodu z Kate. Przed nami stała grupka chłopaków. Kate podeszła do nich i jednego pocałowała namiętnie w uta. Zobaczyłam jak jeden wyciąga małą torebeczkę z białym proszkiem. Obróciłam się za siebie i zobaczyłam zmierzającego tu Sterlinga. Podszedł do nas, przywitał się i obiął mnie ramieniem. Wszyscy po kolei zaczęli wciągać białe prochy przez słomę od drinków, a razem z nimi Sterling.
- Chcesz? – odezwał się Liam. W odpowiedzi przytaknęłam głową po czym wciągnęłam spora porcję. Zobaczyłam ciemność i urwał mi się film.
Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Przyłożyłam dłoń do głowy i cicho jęknęłam. Nic nie pamiętałam. Leżałam w pokoju Sterlinga na łóżku a on obok mnie.
- Co się stało? – spytałam zachrypniętym głosem.
- Wciągnęłaś za dużo prochów i zemdlałaś.
- Aha..
- Idę zrobić coś do jedzenia, a ty śpij – ucałował mnie w czubek głosy i wyszedł cicho zamykając drzwi. Próbowałam zasnąć ale pomimo moich starań, nie mogłam. Ostrożnie podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pokoju.
- Smacznego – powiedział Sterling , położył tacę z jedzeniem na moich kolanach i sam wziął jedną kanapkę. – boli cię głowa? – spytał
- Trochę…
- Trochę, czy bardzo? To ważne..
- Bardzo…
- Zaczekaj tu – powiedział i wyszedł. Wrócił po chwili ze szklanką wody i tabletką od bólu głowy.
- Dzięki – powiedziałam jak już popiłam tabletkę wodą. Ułożyłam się w pozycji leżącej i próbowałam zasnąć. Sterling położył się koło mnie. Zasnęłam po kilku minutach oparta o jego ciepły tors.
Dwa dni później.
- Czy możesz wyjaśnić mi co to ma znaczyć?! – darła się moja rodzicielka już chyba po raz dziesiąty. W ręku trzymała przedwczorajszą gazetę. Były tam zdjęcia moje i Sterlinga z imprezy. Byłam kompletnie pijana. Ostatnim zdjęciem było jak wychodziłam z jego domu. I o co tyle hałasu?!
- Jestem prawie dorosła, mogę robić to, co mi się żywnie podoba! – krzyknęłam jej prosto w twarz.
- Nie poznaje cię Taylor… - powiedziała mama już spokojniejszym głosem. – Co ten chłopak ci zrobił?! – i znowu krzyk…
- Nic, po prostu się kochamy i nic ci do tego! – krzyknęłam i wbiegłam po schodach do swojego pokoju głośno trzaskając drzwiami.
Jestem z rozdziału bardzo zadowolona.
Zaszła pewna pomyłka, mamy 12-nasty a nie 11-nasty rozdział. Gdy wczoraj przeglądałam archiwum, natrafiłam na rozdział który nie miał tytułu. A więc obecny rozdział jest rozdziałem 12 :D
Wiecie? Mam taką wenę że już piszę kolejny rozdział xd
Następny jak będzie minimum 12 komentarzy.
Bay <33
piątek, 10 września 2010
Przepraszam!
Jako iż przez kilka poprzednich dni nie miałam dostępu do komputera, nie dodałam nowego rozdziału. Tak szczerze to jeszcze go nie zaczęłam, ale najpóźniej zjawi się on we wtorek. Z całego serca przepraszam za spóźnienie.
niedziela, 5 września 2010
Rozdział 10 - "Rozkochiwać dziewczyny a później je zostawiać!"
Wyszłam pospiesznie z domu Justina i powolnym krokiem zbliżałam się do swojego domu. Kilka pojedynczych łez spływało po moim policzku. Nie chciałam żeby wyjeżdżał, ale wiedziałam że kariera jest dla niego ważna. Otarłam dłonią łzy i weszłam do domu.
Tydzień później
Dzisiaj wraca Justin, idę właśnie szybkim krokiem w stronę domu. Wpadłam jak burza i walnęłam torbę w kąt. Od razu zaczęłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w To. Pomalowałam się najładniej jak umiałam, aczkolwiek delikatnie. Spojrzałam na zegarek, 16.54. Lasa chwila będzie - pomyślałam sobie. Chodziłam po pokoju w tą i w tą. 17.00, zbiegam na dół i chwilę potem usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. To on! - pomyślałam z radością. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam Justina.
- Cześć - powiedziałam po czym rzuciłam sie na niego.
- Siemka - powiedział po czym przytulił mnie mocniej.
- Właź - otworzyłam szerzej drzwi. Ten posłusznie wszedł i z ciągnął buty. Nagle zadzwonił jego telefon. Odebrał i po chwili oznajmił.
- Muszę lecieć pa. - powiedział i wyszedł. Co za miłe powitanie. Nie ma co!? Wnerwiona weszłam na górę i z hukiem zamknęłam drzwi.
Obudził mnie dźwięk deszczu który swobodnie spływał po mojej szybie. Przeciągnęłam się leniwie, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy, ogarnęłam włosy i zeszłam na dół. Nie było nikogo. nie byłam głodna więc wzięłam tylko jabłko i rozwaliłam się na kanapie oglądając MTV. Po jakiejś godzinie zaczęło mi się nudzić. Poprawiłam makijaż i wyszłam z domu. Kierowałam się w stronę domu Justina. Zadzwoniłam, raz, drugi, piąty, siódmy i w końcu dałam sobie spokój. Wnerwiona zaczęłam iść w stronę galerii handlowej. Obeszłam kilka sklepów i kupiłam kilka rzeczy. Zmęczona udałam się do kawiarni. Zamówiłam latte i usiadłam wygodnie na kanapie sącząc kawę.
- Cześć - powiedział znany mi głos. Odwróciłam niechętnie głowę i zobaczyłam Sterlinga.
O nie! Tylko nie on!- pomyślałam.
- Cześć - powiedziałam lodowatym tonem.
- wolne? - powiedział po czym wskazał miejsce obok mnie.
- Jak widać - powiedziałam z nutką sarkazmu w głosie.
- Taylor... za co ty mnie tak nienawidzisz? - spytał po czym dotknął dłonią mojego policzka. Szybko strąciłam jego rękę i odsunęłam się od niego.
- Właśnie za to! - powiedziałam podniesionym głosem - jesteś rozpieszczoną gwiazdką, która nie ma pojęcia o uczuciach, lubisz się bawić ludźmi, Rozkochiwać dziewczyny a później je zostawiać! Daj mi w końcu święty spokój! - po tych słowach wściekła wstałam od stołu i wyszłam z galerii. Założyłam czarne okulary i załozyłam kaptur na głowę aby nikt mnie nie rozpoznał i udałam się do domu. Gdy znalazłam się w środku była już 19.54, zrobiłam sobie kanapkę, zjadłam ją i napuściłam sobie gorącej wody do wanny. Wlałam różne olejki i weszłam do wody. Rozkoszowałam się chwila spokoju. Gdy woda zaczęła się robić zimna, wyszłam z wanny, otuliłam się ręcznikiem po czym przebrałam się w piżamę. Położyłam się na łóżku, i włączyłam swoją ulubioną płytę Paramore. Wzięłam jakąś przypadkową książkę z półki do ręki i zaczęłam czytać. Książka tak mnie wciągnęła że nie zauważyłam że już jest przed północą. Szybko odłożyłam książkę i zasnęłam.
Obudził mnie budzik o 6.30. Wstałam i ubrałam się w TO. Pomalowałam się Tak i zeszłam na dół. Nalałam sobie soku do szklanki i usiadłam wygodnie na kanapie. Wzięłam gazetę do ręki i zaczęłam czytać. Na pierwszej stronie widniał artykuł:
STERLING KNIGHT I TAJEMNICZA DZIEWCZYNA W KAWIARNI!
- O nie! - krzyknęłam - zabiję dupka! - gwałtownie wstałam od stołu, chwyciłam torbę, zatrzasnęłam za sobą drzwi i szybkim krokiem kierowałam sie w stronę szkoły. Po niecałych 10 minutach byłam pod szkołą. Zobaczyłam go pod wejściem do szkoły. stał i obściskiwał się z jakąś laską.
Koniec tej sielanki - pomyślałam z chytrym uśmieszkiem. Podeszłam do niego, odsunęłam tego plastika od niego i gdy już zamierzałam dać mu z liścia, ten przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Miał delikatne usta. Nie powiem, nawet mi się podobało.
Stop! Wróć na ziemię! - pomyślałam i odepchnęłam go z całej siły i tym razem bez przeszkód walnęłam go z liścia i weszłam do szkoły.
Następny rozdział będzie 9 września. Przepraszam za spóźnienie z dodaniem rozdziału ale wczoraj nie miałam czasu.
Ma być tu minimum 10 komentarzy ;) Jak nie to nie będzie następnego. Akcja powoli się rozkręca :D
Zapraszam tutaj
To tyle, do następnego <333
Tydzień później
Dzisiaj wraca Justin, idę właśnie szybkim krokiem w stronę domu. Wpadłam jak burza i walnęłam torbę w kąt. Od razu zaczęłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w To. Pomalowałam się najładniej jak umiałam, aczkolwiek delikatnie. Spojrzałam na zegarek, 16.54. Lasa chwila będzie - pomyślałam sobie. Chodziłam po pokoju w tą i w tą. 17.00, zbiegam na dół i chwilę potem usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. To on! - pomyślałam z radością. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam Justina.
- Cześć - powiedziałam po czym rzuciłam sie na niego.
- Siemka - powiedział po czym przytulił mnie mocniej.
- Właź - otworzyłam szerzej drzwi. Ten posłusznie wszedł i z ciągnął buty. Nagle zadzwonił jego telefon. Odebrał i po chwili oznajmił.
- Muszę lecieć pa. - powiedział i wyszedł. Co za miłe powitanie. Nie ma co!? Wnerwiona weszłam na górę i z hukiem zamknęłam drzwi.
Obudził mnie dźwięk deszczu który swobodnie spływał po mojej szybie. Przeciągnęłam się leniwie, wzięłam pierwsze lepsze ciuchy, ogarnęłam włosy i zeszłam na dół. Nie było nikogo. nie byłam głodna więc wzięłam tylko jabłko i rozwaliłam się na kanapie oglądając MTV. Po jakiejś godzinie zaczęło mi się nudzić. Poprawiłam makijaż i wyszłam z domu. Kierowałam się w stronę domu Justina. Zadzwoniłam, raz, drugi, piąty, siódmy i w końcu dałam sobie spokój. Wnerwiona zaczęłam iść w stronę galerii handlowej. Obeszłam kilka sklepów i kupiłam kilka rzeczy. Zmęczona udałam się do kawiarni. Zamówiłam latte i usiadłam wygodnie na kanapie sącząc kawę.
- Cześć - powiedział znany mi głos. Odwróciłam niechętnie głowę i zobaczyłam Sterlinga.
O nie! Tylko nie on!- pomyślałam.
- Cześć - powiedziałam lodowatym tonem.
- wolne? - powiedział po czym wskazał miejsce obok mnie.
- Jak widać - powiedziałam z nutką sarkazmu w głosie.
- Taylor... za co ty mnie tak nienawidzisz? - spytał po czym dotknął dłonią mojego policzka. Szybko strąciłam jego rękę i odsunęłam się od niego.
- Właśnie za to! - powiedziałam podniesionym głosem - jesteś rozpieszczoną gwiazdką, która nie ma pojęcia o uczuciach, lubisz się bawić ludźmi, Rozkochiwać dziewczyny a później je zostawiać! Daj mi w końcu święty spokój! - po tych słowach wściekła wstałam od stołu i wyszłam z galerii. Założyłam czarne okulary i załozyłam kaptur na głowę aby nikt mnie nie rozpoznał i udałam się do domu. Gdy znalazłam się w środku była już 19.54, zrobiłam sobie kanapkę, zjadłam ją i napuściłam sobie gorącej wody do wanny. Wlałam różne olejki i weszłam do wody. Rozkoszowałam się chwila spokoju. Gdy woda zaczęła się robić zimna, wyszłam z wanny, otuliłam się ręcznikiem po czym przebrałam się w piżamę. Położyłam się na łóżku, i włączyłam swoją ulubioną płytę Paramore. Wzięłam jakąś przypadkową książkę z półki do ręki i zaczęłam czytać. Książka tak mnie wciągnęła że nie zauważyłam że już jest przed północą. Szybko odłożyłam książkę i zasnęłam.
Obudził mnie budzik o 6.30. Wstałam i ubrałam się w TO. Pomalowałam się Tak i zeszłam na dół. Nalałam sobie soku do szklanki i usiadłam wygodnie na kanapie. Wzięłam gazetę do ręki i zaczęłam czytać. Na pierwszej stronie widniał artykuł:
STERLING KNIGHT I TAJEMNICZA DZIEWCZYNA W KAWIARNI!
- O nie! - krzyknęłam - zabiję dupka! - gwałtownie wstałam od stołu, chwyciłam torbę, zatrzasnęłam za sobą drzwi i szybkim krokiem kierowałam sie w stronę szkoły. Po niecałych 10 minutach byłam pod szkołą. Zobaczyłam go pod wejściem do szkoły. stał i obściskiwał się z jakąś laską.
Koniec tej sielanki - pomyślałam z chytrym uśmieszkiem. Podeszłam do niego, odsunęłam tego plastika od niego i gdy już zamierzałam dać mu z liścia, ten przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Miał delikatne usta. Nie powiem, nawet mi się podobało.
Stop! Wróć na ziemię! - pomyślałam i odepchnęłam go z całej siły i tym razem bez przeszkód walnęłam go z liścia i weszłam do szkoły.
Następny rozdział będzie 9 września. Przepraszam za spóźnienie z dodaniem rozdziału ale wczoraj nie miałam czasu.
Ma być tu minimum 10 komentarzy ;) Jak nie to nie będzie następnego. Akcja powoli się rozkręca :D
Zapraszam tutaj
To tyle, do następnego <333
sobota, 4 września 2010
Następny rozdział
Następny rozdział będzie jutro, na razie jestem w trakcie pisania ;)
Dziękuje za 9 komentarzy pod poprzednim postem <3333
Dziękuje za 9 komentarzy pod poprzednim postem <3333
sobota, 28 sierpnia 2010
Rozdział 9 "teledysk w LA"
Po zjedzeniu lodów poszliśmy pod fontanny. Powiem szczerze że nigdy tu nie byłam a widok jest niesamowity. Po 22 Jutin postanowiliśmy wrócić do domu.
- Chodź, czas wracać – szepnął mi do ucha, gdy siedzieliśmy nad brzegiem morza, oparci o pień który został wyrzucony przez morze.
- Niee – powiedziałam przeciągle po czym wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Bo jutro nie będziesz miała siły się ze mną spotkać. Już północ.. - powiedział po czym wstał i wyciągnął dłoń ku mnie. Chwyciłam ją niechętnie i wstałam. JB Objął mnie w psie i szliśmy tak przytuleni do mojego domu.
- To pa – powiedziałam.
- Do jutra – powiedział po czym wpił się w moje usta. Założyłam mu ręce na karku i przywarłam mocniej do jego ciała. Jak już się o siebie odkleiliśmy posłałam mu nieśmiały uśmiech i weszłam do domu.
- Taylor, śniadanie!! - wydarła się moja mama z dołu. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek, była 11:34.
Ale se pospałam. - pomyślałam ziewając.
Przemyłam na szybo twarz zimną wodą i zeszłam na dół jeszcze w piżamie. Zjadłam dwie kanapki naszykowane przez moją mamę i popiłam herbatą. Poszłam na górę i ubrałam się w To. Umalowałam się dość mocno, i wyszłam na balkon. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni, ktoś dzwoni, pewnie Justin.
- Słucham?
- Cześć, Taylor, czytałaś dzisiejszą gazetę? - powiedział dość zmartwionym głosem.
- Nie.. a co ?
- To przeczytaj, i wejdź na stronę, LokkStar, i zobacz najnowsze newsy – powiedział.
- Już, poczekaj chwilkę.
Odłożyłam na chwilę i włączyłam laptopa, szybko zeszłam na dół i szybko gazetę i wróciłam do pokoju.
- O boże! - powiedziałam pod nosem i zaczęłam czytać artykuł który widniał na pierwszej stronie każdej gazety jaka wzięłam.
Justin Biber ma nową dziewczynę! Mamy fotki! I wiele innych tego typu artykułów, pod spodem widniały nasze zdjęcia, szliśmy przytuleni w stronę mojego domu, a druga fotka, to nasz pocałunek pod naszym domem.
No to teraz mam przesrane! - pomyślałam – jego fanki mnie zabiją! Skoro już o wszystkim wiem to nie ma potrzeby wchodzenia na portale plotkarskie. Zamknęłam ze złością laptopa i przyłożyłam słuchawkę telefonu do ucha.
- Justin, jak to się stało?!
- Nie mam pojęcia, przyjdź do mnie musimy porozmawiać.
-Będę za 5 min. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Zarzuciłam bluzę i wyszłam bez słowa z domu. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi pod domem Biebera, otworzył mi Justin, miał smutny wyraz twarzy.
- Wejdź.
Posłusznie weszłam i udaliśmy się do jego pokoju. Justin zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku. Wskazał ręką na miejsce obok siebie.
- Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć... Wyjezdżam, ale tylko na tydzień, kręcę teledysk w LA. - powiedział. Ja w odpowiedzi tylko kiwnęłam głową i przytuliłam się do niego.
- Do zobaczenia za tydzień- szepnęłam mu do ucha i wyszłam.
Z wyników ankiety chcecie rozdziały co 4 dni, ja będę dodawała co 4-5 dni bo może bedę zajęta czy coś. Następny rozdział 4 września jak będzie minimum 9 komentarzy.
- Chodź, czas wracać – szepnął mi do ucha, gdy siedzieliśmy nad brzegiem morza, oparci o pień który został wyrzucony przez morze.
- Niee – powiedziałam przeciągle po czym wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Bo jutro nie będziesz miała siły się ze mną spotkać. Już północ.. - powiedział po czym wstał i wyciągnął dłoń ku mnie. Chwyciłam ją niechętnie i wstałam. JB Objął mnie w psie i szliśmy tak przytuleni do mojego domu.
- To pa – powiedziałam.
- Do jutra – powiedział po czym wpił się w moje usta. Założyłam mu ręce na karku i przywarłam mocniej do jego ciała. Jak już się o siebie odkleiliśmy posłałam mu nieśmiały uśmiech i weszłam do domu.
- Taylor, śniadanie!! - wydarła się moja mama z dołu. Przeciągnęłam się i spojrzałam na zegarek, była 11:34.
Ale se pospałam. - pomyślałam ziewając.
Przemyłam na szybo twarz zimną wodą i zeszłam na dół jeszcze w piżamie. Zjadłam dwie kanapki naszykowane przez moją mamę i popiłam herbatą. Poszłam na górę i ubrałam się w To. Umalowałam się dość mocno, i wyszłam na balkon. Po chwili poczułam wibracje w kieszeni, ktoś dzwoni, pewnie Justin.
- Słucham?
- Cześć, Taylor, czytałaś dzisiejszą gazetę? - powiedział dość zmartwionym głosem.
- Nie.. a co ?
- To przeczytaj, i wejdź na stronę, LokkStar, i zobacz najnowsze newsy – powiedział.
- Już, poczekaj chwilkę.
Odłożyłam na chwilę i włączyłam laptopa, szybko zeszłam na dół i szybko gazetę i wróciłam do pokoju.
- O boże! - powiedziałam pod nosem i zaczęłam czytać artykuł który widniał na pierwszej stronie każdej gazety jaka wzięłam.
Justin Biber ma nową dziewczynę! Mamy fotki! I wiele innych tego typu artykułów, pod spodem widniały nasze zdjęcia, szliśmy przytuleni w stronę mojego domu, a druga fotka, to nasz pocałunek pod naszym domem.
No to teraz mam przesrane! - pomyślałam – jego fanki mnie zabiją! Skoro już o wszystkim wiem to nie ma potrzeby wchodzenia na portale plotkarskie. Zamknęłam ze złością laptopa i przyłożyłam słuchawkę telefonu do ucha.
- Justin, jak to się stało?!
- Nie mam pojęcia, przyjdź do mnie musimy porozmawiać.
-Będę za 5 min. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Zarzuciłam bluzę i wyszłam bez słowa z domu. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi pod domem Biebera, otworzył mi Justin, miał smutny wyraz twarzy.
- Wejdź.
Posłusznie weszłam i udaliśmy się do jego pokoju. Justin zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku. Wskazał ręką na miejsce obok siebie.
- Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć... Wyjezdżam, ale tylko na tydzień, kręcę teledysk w LA. - powiedział. Ja w odpowiedzi tylko kiwnęłam głową i przytuliłam się do niego.
- Do zobaczenia za tydzień- szepnęłam mu do ucha i wyszłam.
Z wyników ankiety chcecie rozdziały co 4 dni, ja będę dodawała co 4-5 dni bo może bedę zajęta czy coś. Następny rozdział 4 września jak będzie minimum 9 komentarzy.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Rozdział 8 "Wiem że byłeś wobec mnie szczery"
Obudziłam się w nieznanym mi pokoju. Koło mnie leżał Bieber. Wkurzona wstałam, na szczęście byłam w ubraniu.
- Em.. co jest? - spytał Bieber przeciągle, wstawając.
- Haha! - zaczęłam swój napad śmiechu. JB nie mógł mnie uspokoić.
- Taylor o co ci chodzi?!
- T... tw.. haha ! - dalej się śmiałam, po chwili udało mi się uspokoić.
- Spójrz w lustro! Haha!
Bieber stanął przed lustrem i się przestraszył. Jego włosy były w masakrycznym stanie. Każdy w inną stronę.
- Przestań się głupio śmiać! - krzyknął i zaczął mnie gonić po pokoju. Po kilku sekundach mnie dopadł i zaczął łaskotać, przewróciliśmy się na łóżko, i nasze twarze dzieliły zaledwie 2 cm. On już zamierzał mnie pocałować aż nagle zrozumiałam co się dzieje.
- Justin, nie proszę. - powiedziałam po czym odsunęłam się od niego. Zmieszał się trochę, było to widać. Stanęłam przed lustrem i ułożyłam włosy.
- Ja już pójdę, do zobaczenia w poniedziałek.
Nic nie odpowiedział tylko kiwnął głową. I wyszłam. Założyłam kaptur na głowę, bo padało. W Toronto zdarzało się to nie za często. Doszłam do placu zabaw i usiadłam na najbliższej huśtawce. Zaczęłam się delikatnie bujać . Wyciągnęłam swojego i-poda i włożyłam słuchawki w uszy. Słuchałam kilka piosenek po czym wstałam z huśtawki. Zmierzałam w stronę domu. Włożyłam powrotem i-poda do torby i szłam dalej. Nagle usłyszałam głos Chrisa. A później już głośniejszy głos Justina.
- Stary, znowu to spieprzyłem!
- Bądź cierpliwy, ona chyba wie że ją kochasz.
- Nie! Ona mi nie ufa, nie rozumiesz?! Już nigdy jej nie odzyskam. Jaki ja jestem głupi!
- Wyluzuj, wybaczy. Mówię ci.
- Dobra, wiesz co? Chodźmy już lepiej. – po tych słowach zaczęłam biec. Łzy spływały mi po policzkach. Więc to prawda! On mnie kocha. Wpadłam do domu witając się z mamą i wyjaśniając co się stało po czym weszłam na górę do pokoju. Otworzyłam okno i weszłam na dach. Lubiłam to miejsce. Było już po 20, więc słońce już zaszło. Nagle zobaczyłam że w oknie Justina świeci się światło. Szybko napisałam do niego esa „Przyjdź do mnie, ważne.” Po chwili odpisał „Będę za minutkę” Jak napisał tak zrobił już po chwili usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Proszę.
Do pokoju wszedł nieśmiałym krokiem Justin.
- Justin chciałam cię przeprosić. Teraz wiem że byłeś wobec mnie szczery. Że się zmieniłeś... dla mnie. - Powiedziałam łamiącym się głosem i podeszłam do niego.
- Cieszę się że mi uwierzyłaś. Kocham cię. - Przytulił mnie a ja wtuliłam się jego ciepły tors. - Proszę - powiedział po czym odsunął się ode mnie i wyciągnął z kieszeni śliczny łańcuszek, z napisem "T+J Forever". - Noszę go zawsze przy sobie i czekałem na właściwą chwilę. Tay będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście że tak. - powiedziałam po czym dałam mu causa w usta. Justin założył mi łańcuszek na szyję a ja teraz stałam przed lustrem i podziwiałam go.
- Piękny - szepnęłam po czym odwróciłam się twarzą do JB. Przyciągnął mnie w talii i pocałował namiętnie. Wplotłam palce w jego włosy i przywarłam jak mordoklejka do jego ciała. Po kilku minutach się od siebie oderwaliśmy.
- Ja już spadam, mama będzie zła.
- Pa - powiedziałam po czym Justin wyszedł.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżame i wskoczyłam pod pościel. Później popisałam trochę z JB , i umówiliśmy się jutro do parku na deskę. Co prawda nie umiałam jeździć ale jakoś to będzie. Gdy tak rozmyślałam nie zauważyłam jak zasnęłam.
Obudziłam sie w znakomitym humorze. Była godzina 9:06 a ja byłam nadzwyczaj wypoczęta. Bez namysłu wzięłam swój notes i zaczęłam bazgrać tekst nowej piosenki.
I was riding shotgun with my hair undone in the front seat of his car
He's got a one-hand feel on the steering wheel
The other on my heart
I look around, turn the radio down
He says baby is something wrong?
I say nothing I was just thinking how we don't have a song
And he says...
Our song is a slamming screen door,
Sneakin' out late, tapping on your window
When we're on the phone and you talk real slow
Cause it's late and your mama don't know
Our song is the way you laugh
The first date "Man I didn't kiss her, and I should have"
And when I got home ... before I said amen
Asking God if he could play it again
I was walking up the front porch steps after everything that day
Had gone all wrong and been trampled on
And lost and thrown away
Got to the hallway, well on my way to my lovin' bed
I almost didn't notice all the roses
And the note that said...
I've heard every album, listened to the radio
Waited for something to come along
That was as good as our song...
Cause our song is a slamming screen door
Sneaking out late, tapping on his window
When we're on the phone and he talks real slow
Cause it's late and his mama don't know
Our song is the way he laughs
The first date "man, I didn't kiss him, and I should have"
And when I got home, before I said amen
Asking God if he could play it again
play it again
I was riding shotgun with my hair undone
In the front seat of his car
I grabbed a pen and an old napkin
And I... wrote down our song
- Idealna - powiedziałam pod nosem uśmiechając się. Tekst już jest teraz wystarczy ja zagrać. Wzięłam gitarę spod łóżka i zaczęłam grać. Wyszło świetnie. Spojrzałam na zegarek 11:23. Wstałam i ubrałam się w to zrobiłam makijaż uczesałam włosy w dwa kucyki i zeszłam na śniadanie. Mama krzątała się po kuchni.
- Cześć mamuś - powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek
- Cześć słonko. Jakie plany na dzisiaj ?
- Spotykam się z ... chłopakiem.. - powiedziałam nieśmiało
- Tay, nie mowiłaś że masz chłopaka.
- Nie było okazji - powiedziałam uśmiechając się.
- Tu masz śniadanie.
Zjadłam szybko i usiadłam przed TV. Pooglądałam chwile MTV po czym przyszedł po mnie Justin.
- Mamo, to jest Justin - powiedziałam do mamy.
- Witam. - powiedział Justin
- Miło mi cię poznać.
- Justin, idziemy? - Tym razem to ja wtyknęłam się do rozmowy.
- Tak, chodź.
- To pa, mamo. Będe wieczorem.
Szlismy spokojnie w stronę skate-parku trzymajac się za ręce, rozmawiając. Gdy doszlismy Justin pokazał mi podstawy. Musze powiedzieć że szło mi całkiem nieźle. Nie zaliczyłam żadnej gleby. Fajna sprawa ta deska. Później Justin pokazywał mi tricki jakie umie.
- Że też ty masz jeszcze całe kości – powiedziałam śmiejąc się.
- No, jak widać – powiedział i przytulił mnie do siebie.
- Chodź idziemy na lody – powiedział po czym uśmiechnął się do mnie i pociągnął w stronę budki z lodami. – Jaki chcesz smak?
- Kokos – powiedziałam z uśmiechem.
- Poproszę kokos dwa razy.
JB zapłacił po czym usiedliśmy na jakiejś ławce.
- Em.. co jest? - spytał Bieber przeciągle, wstawając.
- Haha! - zaczęłam swój napad śmiechu. JB nie mógł mnie uspokoić.
- Taylor o co ci chodzi?!
- T... tw.. haha ! - dalej się śmiałam, po chwili udało mi się uspokoić.
- Spójrz w lustro! Haha!
Bieber stanął przed lustrem i się przestraszył. Jego włosy były w masakrycznym stanie. Każdy w inną stronę.
- Przestań się głupio śmiać! - krzyknął i zaczął mnie gonić po pokoju. Po kilku sekundach mnie dopadł i zaczął łaskotać, przewróciliśmy się na łóżko, i nasze twarze dzieliły zaledwie 2 cm. On już zamierzał mnie pocałować aż nagle zrozumiałam co się dzieje.
- Justin, nie proszę. - powiedziałam po czym odsunęłam się od niego. Zmieszał się trochę, było to widać. Stanęłam przed lustrem i ułożyłam włosy.
- Ja już pójdę, do zobaczenia w poniedziałek.
Nic nie odpowiedział tylko kiwnął głową. I wyszłam. Założyłam kaptur na głowę, bo padało. W Toronto zdarzało się to nie za często. Doszłam do placu zabaw i usiadłam na najbliższej huśtawce. Zaczęłam się delikatnie bujać . Wyciągnęłam swojego i-poda i włożyłam słuchawki w uszy. Słuchałam kilka piosenek po czym wstałam z huśtawki. Zmierzałam w stronę domu. Włożyłam powrotem i-poda do torby i szłam dalej. Nagle usłyszałam głos Chrisa. A później już głośniejszy głos Justina.
- Stary, znowu to spieprzyłem!
- Bądź cierpliwy, ona chyba wie że ją kochasz.
- Nie! Ona mi nie ufa, nie rozumiesz?! Już nigdy jej nie odzyskam. Jaki ja jestem głupi!
- Wyluzuj, wybaczy. Mówię ci.
- Dobra, wiesz co? Chodźmy już lepiej. – po tych słowach zaczęłam biec. Łzy spływały mi po policzkach. Więc to prawda! On mnie kocha. Wpadłam do domu witając się z mamą i wyjaśniając co się stało po czym weszłam na górę do pokoju. Otworzyłam okno i weszłam na dach. Lubiłam to miejsce. Było już po 20, więc słońce już zaszło. Nagle zobaczyłam że w oknie Justina świeci się światło. Szybko napisałam do niego esa „Przyjdź do mnie, ważne.” Po chwili odpisał „Będę za minutkę” Jak napisał tak zrobił już po chwili usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Proszę.
Do pokoju wszedł nieśmiałym krokiem Justin.
- Justin chciałam cię przeprosić. Teraz wiem że byłeś wobec mnie szczery. Że się zmieniłeś... dla mnie. - Powiedziałam łamiącym się głosem i podeszłam do niego.
- Cieszę się że mi uwierzyłaś. Kocham cię. - Przytulił mnie a ja wtuliłam się jego ciepły tors. - Proszę - powiedział po czym odsunął się ode mnie i wyciągnął z kieszeni śliczny łańcuszek, z napisem "T+J Forever". - Noszę go zawsze przy sobie i czekałem na właściwą chwilę. Tay będziesz moją dziewczyną?
- Oczywiście że tak. - powiedziałam po czym dałam mu causa w usta. Justin założył mi łańcuszek na szyję a ja teraz stałam przed lustrem i podziwiałam go.
- Piękny - szepnęłam po czym odwróciłam się twarzą do JB. Przyciągnął mnie w talii i pocałował namiętnie. Wplotłam palce w jego włosy i przywarłam jak mordoklejka do jego ciała. Po kilku minutach się od siebie oderwaliśmy.
- Ja już spadam, mama będzie zła.
- Pa - powiedziałam po czym Justin wyszedł.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżame i wskoczyłam pod pościel. Później popisałam trochę z JB , i umówiliśmy się jutro do parku na deskę. Co prawda nie umiałam jeździć ale jakoś to będzie. Gdy tak rozmyślałam nie zauważyłam jak zasnęłam.
Obudziłam sie w znakomitym humorze. Była godzina 9:06 a ja byłam nadzwyczaj wypoczęta. Bez namysłu wzięłam swój notes i zaczęłam bazgrać tekst nowej piosenki.
I was riding shotgun with my hair undone in the front seat of his car
He's got a one-hand feel on the steering wheel
The other on my heart
I look around, turn the radio down
He says baby is something wrong?
I say nothing I was just thinking how we don't have a song
And he says...
Our song is a slamming screen door,
Sneakin' out late, tapping on your window
When we're on the phone and you talk real slow
Cause it's late and your mama don't know
Our song is the way you laugh
The first date "Man I didn't kiss her, and I should have"
And when I got home ... before I said amen
Asking God if he could play it again
I was walking up the front porch steps after everything that day
Had gone all wrong and been trampled on
And lost and thrown away
Got to the hallway, well on my way to my lovin' bed
I almost didn't notice all the roses
And the note that said...
I've heard every album, listened to the radio
Waited for something to come along
That was as good as our song...
Cause our song is a slamming screen door
Sneaking out late, tapping on his window
When we're on the phone and he talks real slow
Cause it's late and his mama don't know
Our song is the way he laughs
The first date "man, I didn't kiss him, and I should have"
And when I got home, before I said amen
Asking God if he could play it again
play it again
I was riding shotgun with my hair undone
In the front seat of his car
I grabbed a pen and an old napkin
And I... wrote down our song
- Idealna - powiedziałam pod nosem uśmiechając się. Tekst już jest teraz wystarczy ja zagrać. Wzięłam gitarę spod łóżka i zaczęłam grać. Wyszło świetnie. Spojrzałam na zegarek 11:23. Wstałam i ubrałam się w to zrobiłam makijaż uczesałam włosy w dwa kucyki i zeszłam na śniadanie. Mama krzątała się po kuchni.
- Cześć mamuś - powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek
- Cześć słonko. Jakie plany na dzisiaj ?
- Spotykam się z ... chłopakiem.. - powiedziałam nieśmiało
- Tay, nie mowiłaś że masz chłopaka.
- Nie było okazji - powiedziałam uśmiechając się.
- Tu masz śniadanie.
Zjadłam szybko i usiadłam przed TV. Pooglądałam chwile MTV po czym przyszedł po mnie Justin.
- Mamo, to jest Justin - powiedziałam do mamy.
- Witam. - powiedział Justin
- Miło mi cię poznać.
- Justin, idziemy? - Tym razem to ja wtyknęłam się do rozmowy.
- Tak, chodź.
- To pa, mamo. Będe wieczorem.
Szlismy spokojnie w stronę skate-parku trzymajac się za ręce, rozmawiając. Gdy doszlismy Justin pokazał mi podstawy. Musze powiedzieć że szło mi całkiem nieźle. Nie zaliczyłam żadnej gleby. Fajna sprawa ta deska. Później Justin pokazywał mi tricki jakie umie.
- Że też ty masz jeszcze całe kości – powiedziałam śmiejąc się.
- No, jak widać – powiedział i przytulił mnie do siebie.
- Chodź idziemy na lody – powiedział po czym uśmiechnął się do mnie i pociągnął w stronę budki z lodami. – Jaki chcesz smak?
- Kokos – powiedziałam z uśmiechem.
- Poproszę kokos dwa razy.
JB zapłacił po czym usiedliśmy na jakiejś ławce.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Rozdział 7 "Za sobą usłyszałam tylko śmiechy jego przyjaciół"
Pieprzony budzik! Kto normalny w tak złym humorze jak ja wstaje o 6.30?! No właśnie, chyba nikt. No trudno.. walę to. Wyłączam budzik i ponownie kładę głowę na miękką poduszkę, pośpię jeszcze 10 minut. Zdążę... Nim się skapnęłam już spałam.
Już minęło 10 minut?! Tak szybko? Rozmyślając, przeciągam się leniwie i wstaje z łóżka, przelotnie zerkam na zegarek i widzę godzinę 7.15, no ładne mi 10 minut - myślę. E tam, zdążę... chyba. Wstałam z łóżka i poszłam się przebrać w To umalowałam się lekko i zeszłam na dół. Zjadłam płatki i wyszłam z domu nie zważając na godzinę. Szłam spokojnie w stronę szkoły aż zadzwonił mój telefon, to Julia.
/rozmowa telefoniczna/
Ja: siemka, co tam?
Jula: A nic, będziesz później na skype?
Ja: Pewnie
J: To super, muszę pogadać. Dobra kończę pa.
Ja: Pa.
/koniec rozmowy telefonicznej/
Spojrzałam na zegarek, 7:54, a do pokonania miałam jeszcze ponad połowę drogi. Przyśpieszyłam kroku, i po chwili byłam przy szkole. Panowała tam dziwna atmosfera, gdy podeszłam bliżej usłyszałam piski, i krzyki. Tłum DZIEWCZYN i limuzyna. Wiedziałam co to oznacza. Kolejna gwiazdka w naszej szkole. Tylko nie to. Wystarczy nam jedna gwiazdka, wiecie o co chodzi... JB stał z boku ze swoimi przyjaciółmi. Mina jego nie była za ciekawa wyglądał na dość wnerwionego. Nie zwracając uwagi, ani na to całe zbiegowisko, ani na Justina ruszyłam do szkoły.
-Taylor! - usłyszałam krzyk za moimi plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Marco, był cały zdyszany.
- Cześć, wiesz może co ma znaczyć to całe zbiegowisko - wskazuje miejsce postoju limuzyny.
- Gwiazdor Sterling Knight będzie chodził do naszej szkoły - powiedział i zrobił minę obrzydzenia.
- Racja, co masz teraz?
- Historia, a ty?
- Też, no to chodźmy - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam.
Ruszyliśmy w stronę sali od historii, po drodze napotkałam wzrok Justina, jego czekoladowe oczy, były jakieś.. bledsze? Widziałam w nich ból i smutek. Szybko odwróciłam wzrok i weszłam do sali. Usiadłam z Marco, i skupiłam się nad tym ci mówi nauczyciel. Gdy zadzwonił dzwonek, poszłam pod salę do hiszpańskiego. Wyjęłam pieniądze z torby i zaczęłam iść w stronę automatu z napojami. Kupiłam sobie gorącą czekoladę, gdy szłam zamyślona, wpadłam na kogoś. No to nieźle - pomyślałam.
- Patrz jak łazisz idi.. - chłopak, o znanym mi głosie podniósł głowę i uśmiechnął się cwaniacko. Nie był to kto inny jak Sterling, dla czego akurat on?!
- Sorry, to niechcący - powiedziałam od niechcenia
- Nie szkodzi - powiedział i dalej się we mnie wpatrywał, nie powiem, było to krępujące.
- Ja już spadam- powiedziałam i gdy już chciałam go wyminąć złapał mnie delikatnie za ramię. Odwróciłam się na pięcie a ten uśmiechnął się ponownie, co za wkurzający człowiek...
- Hym?
- Jak ci na imię?
A co cię to lalusiu - pomyślałam sobie.
- Taylor. - odpowiedziałam krótko i zwięźle.
- Śliczne imię, miło cię poznać. - powiedział.
- Yhm... ja już lecę - uśmiechnęłam się od niechcenia i poszłam. Nie wiem czemu ale sama obecność Sterling`a działała mi na nerwy. Jest w nim coś takiego, co odrzuca go ode mnie, ale nie wiem co. Gdy tak myślałam, nie zauważyłam nawet że siedzę w sali od Hiszpańskiego. Po chwili wszedł nauczyciel.
Kolejne lekcje (angielski, biologia, chemia i wf) minęły dość szybko. Idę właśnie do domu, kopiąc mały pojedynczy kamyk i myślę jak bardzo zmieniło się moje życie. Weszłam do domu i rozwaliłam się na kanapie. Włączyłam MTV pooglądałam jakąś godzinę, po czym zjadłam obiad i przyjechała moja mama. Później poszłam do pokoju odrabiać lekcje i uczyć się do jutrzejszego testu z matematyki. Spojrzałam na zegarek, 18:34. Lepiej już sobie odpuszczę tą naukę, i tak już nic mi nie wchodzi do głowy. Sądzę że jestem dobrze przygotowana. Spakowałam się na jutro, i odłożyłam torbę w kąt pokoju. Po dłuższym namyśle wyciągnęłam swoją gitarę spod łóżka i nastroiłam ją. Wzięłam też zeszyt z piosenkami, odpaliłam YT, włączyłam kamerkę i zaczęłam grać. Po kilku próbach filmik był już na YT. Piosenka wyszła dobrze, tak sądzę... Zmęczona, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Przetarłam zmęczona oczy, i spoglądam na zegarek, godzina 9:34, hm... że co?! Z wrażenia spadam z łóżka i pędem wbiegam do łazienki. Stop! - pomyślałam. Po jasną cholerę ja się właściwie śpieszę? No właśnie. Na spokojnie wybrałam zestaw na dzisiaj wyglądał on tak , zrobiłam dość mocny makijaż i zeszłam na dół zjeść śniadanie, później wzięłam drobne na bilet autobusowy i wyszłam z domu. Doszłam na poczekałam chwilę po czym wsiadłam do autobusu. O 11:20 byłam pod szkołą, w sam raz na chyba czwartą dzisiejszą lekcje? Hm.. no może.. Weszłam do klasy od geografii, i wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Czułam się niezręcznie, na szczęście wszedł Sterling i wszyscy zwrócili uwagę na niego. Nasze spojrzenia się spotkały, on uśmiechnął się zalotnie, a ja tylko wywróciłam oczami i usiadłam w ławce. Lekcja minęła bez komplikacji. Później w-f i przerwa na lunch. Wzięłam to co zwykle czyli, sałatka i sprite. Gdy szłam do swojego stolika, ktoś zawołał moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam roześmianą gębę Sterlinga.
- Taylor, chodź ! - krzyknął. Wiedziałam że nie da spokoju więc dla własnego dobra podeszłam do niego.
- Zjesz z nami?
- Nie, dzięki, przyjaciel na mnie czeka.
- Proszę... - wstał i powiedział. Przybliżył swoją twarz do mojej i pogładził dłonią moje włosy. Strzepnęłam jego łapę z moich włosów i odeszłam do swojego stolika. Za sobą usłyszałam tylko śmiechy jego przyjaciół. Wkurzona do granic możliwości usiadłam koło Marco.
- Co jest?
- Nie pytaj - powiedziałam dość chłodno, po tych słowach Marco zamilknął, ale nie na długo.
- Musze ci coś powiedzieć na jego temat - powiedział Marco i dyskretnie wskazał palcem na Sterlinga. - To wróg Justina, sam nie wiem dla czego ale nienawidzą się z całego serca.
- Hm.. dzięki za informacje. - odpowiedziałam i wstałam od stołu - ja już lecę, na razie!
- Cześć.
Szłam sobie spokojnie w stronę wyjścia aż ktoś mnie zawołał.
- E, blondi! - co znowu?! pomyślałam sobie. Nie zwracając na to uwagi szłam dalej.
- Stój, suko! - o nie, teraz to ta osoba przegięła.
- Czego kurwa?! - obejrzałam się za siebie i odpowiedziałam. Zobaczyłam to czego się spodziewałam, typową barbie.
- Odwal się od Sterlinga, bo ci krzywdę zrobię! - podchodziła do mnie co raz bliżej.
- Słuchaj wariatko, ja nienawidzę tego lalusia, rozumiesz?!
- Widziałam jak na niego patrzysz! - krzyknęła i dalej się do mnie zbliżała.
- Ile razy mam powtarzać?! To on się do mnie klei jasne?! - krzyknęłam jej prosto w twarz bo była tuż przy mojej twarzy. Złapała mnie za szyję i zaczęła dusić. Odepchnęłam ją i uderzyłam w brzuch. Odbiegłam szybko od niej i wyszłam na zewnątrz. Usiadłam na schodach i upiłam spory łyk wody. Wstałam i zaczęłam iść powoli w stronę domu. Nagle podjechał duży czarny samochód. Przez szybę wyjrzał Justin.
- Taylor, co ci się stało?!
- Nie pytaj - powiedziałam słabym głosem.
- Wsiadaj, marnie wyglądasz.
Nie chciałam się kłócić więc wsiadłam. Oparłam głowę na kolanach Biebera, nie wiem właściwie dlaczego. I zasnęłam.
Rozdział wyszedł dość długi. Macie kolejną ankietę, tym razem o innej tematyce xD Następny 31 sierpnia. :(
Już minęło 10 minut?! Tak szybko? Rozmyślając, przeciągam się leniwie i wstaje z łóżka, przelotnie zerkam na zegarek i widzę godzinę 7.15, no ładne mi 10 minut - myślę. E tam, zdążę... chyba. Wstałam z łóżka i poszłam się przebrać w To umalowałam się lekko i zeszłam na dół. Zjadłam płatki i wyszłam z domu nie zważając na godzinę. Szłam spokojnie w stronę szkoły aż zadzwonił mój telefon, to Julia.
/rozmowa telefoniczna/
Ja: siemka, co tam?
Jula: A nic, będziesz później na skype?
Ja: Pewnie
J: To super, muszę pogadać. Dobra kończę pa.
Ja: Pa.
/koniec rozmowy telefonicznej/
Spojrzałam na zegarek, 7:54, a do pokonania miałam jeszcze ponad połowę drogi. Przyśpieszyłam kroku, i po chwili byłam przy szkole. Panowała tam dziwna atmosfera, gdy podeszłam bliżej usłyszałam piski, i krzyki. Tłum DZIEWCZYN i limuzyna. Wiedziałam co to oznacza. Kolejna gwiazdka w naszej szkole. Tylko nie to. Wystarczy nam jedna gwiazdka, wiecie o co chodzi... JB stał z boku ze swoimi przyjaciółmi. Mina jego nie była za ciekawa wyglądał na dość wnerwionego. Nie zwracając uwagi, ani na to całe zbiegowisko, ani na Justina ruszyłam do szkoły.
-Taylor! - usłyszałam krzyk za moimi plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Marco, był cały zdyszany.
- Cześć, wiesz może co ma znaczyć to całe zbiegowisko - wskazuje miejsce postoju limuzyny.
- Gwiazdor Sterling Knight będzie chodził do naszej szkoły - powiedział i zrobił minę obrzydzenia.
- Racja, co masz teraz?
- Historia, a ty?
- Też, no to chodźmy - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam.
Ruszyliśmy w stronę sali od historii, po drodze napotkałam wzrok Justina, jego czekoladowe oczy, były jakieś.. bledsze? Widziałam w nich ból i smutek. Szybko odwróciłam wzrok i weszłam do sali. Usiadłam z Marco, i skupiłam się nad tym ci mówi nauczyciel. Gdy zadzwonił dzwonek, poszłam pod salę do hiszpańskiego. Wyjęłam pieniądze z torby i zaczęłam iść w stronę automatu z napojami. Kupiłam sobie gorącą czekoladę, gdy szłam zamyślona, wpadłam na kogoś. No to nieźle - pomyślałam.
- Patrz jak łazisz idi.. - chłopak, o znanym mi głosie podniósł głowę i uśmiechnął się cwaniacko. Nie był to kto inny jak Sterling, dla czego akurat on?!
- Sorry, to niechcący - powiedziałam od niechcenia
- Nie szkodzi - powiedział i dalej się we mnie wpatrywał, nie powiem, było to krępujące.
- Ja już spadam- powiedziałam i gdy już chciałam go wyminąć złapał mnie delikatnie za ramię. Odwróciłam się na pięcie a ten uśmiechnął się ponownie, co za wkurzający człowiek...
- Hym?
- Jak ci na imię?
A co cię to lalusiu - pomyślałam sobie.
- Taylor. - odpowiedziałam krótko i zwięźle.
- Śliczne imię, miło cię poznać. - powiedział.
- Yhm... ja już lecę - uśmiechnęłam się od niechcenia i poszłam. Nie wiem czemu ale sama obecność Sterling`a działała mi na nerwy. Jest w nim coś takiego, co odrzuca go ode mnie, ale nie wiem co. Gdy tak myślałam, nie zauważyłam nawet że siedzę w sali od Hiszpańskiego. Po chwili wszedł nauczyciel.
Kolejne lekcje (angielski, biologia, chemia i wf) minęły dość szybko. Idę właśnie do domu, kopiąc mały pojedynczy kamyk i myślę jak bardzo zmieniło się moje życie. Weszłam do domu i rozwaliłam się na kanapie. Włączyłam MTV pooglądałam jakąś godzinę, po czym zjadłam obiad i przyjechała moja mama. Później poszłam do pokoju odrabiać lekcje i uczyć się do jutrzejszego testu z matematyki. Spojrzałam na zegarek, 18:34. Lepiej już sobie odpuszczę tą naukę, i tak już nic mi nie wchodzi do głowy. Sądzę że jestem dobrze przygotowana. Spakowałam się na jutro, i odłożyłam torbę w kąt pokoju. Po dłuższym namyśle wyciągnęłam swoją gitarę spod łóżka i nastroiłam ją. Wzięłam też zeszyt z piosenkami, odpaliłam YT, włączyłam kamerkę i zaczęłam grać. Po kilku próbach filmik był już na YT. Piosenka wyszła dobrze, tak sądzę... Zmęczona, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i poszłam spać.
Przetarłam zmęczona oczy, i spoglądam na zegarek, godzina 9:34, hm... że co?! Z wrażenia spadam z łóżka i pędem wbiegam do łazienki. Stop! - pomyślałam. Po jasną cholerę ja się właściwie śpieszę? No właśnie. Na spokojnie wybrałam zestaw na dzisiaj wyglądał on tak , zrobiłam dość mocny makijaż i zeszłam na dół zjeść śniadanie, później wzięłam drobne na bilet autobusowy i wyszłam z domu. Doszłam na poczekałam chwilę po czym wsiadłam do autobusu. O 11:20 byłam pod szkołą, w sam raz na chyba czwartą dzisiejszą lekcje? Hm.. no może.. Weszłam do klasy od geografii, i wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie. Czułam się niezręcznie, na szczęście wszedł Sterling i wszyscy zwrócili uwagę na niego. Nasze spojrzenia się spotkały, on uśmiechnął się zalotnie, a ja tylko wywróciłam oczami i usiadłam w ławce. Lekcja minęła bez komplikacji. Później w-f i przerwa na lunch. Wzięłam to co zwykle czyli, sałatka i sprite. Gdy szłam do swojego stolika, ktoś zawołał moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam roześmianą gębę Sterlinga.
- Taylor, chodź ! - krzyknął. Wiedziałam że nie da spokoju więc dla własnego dobra podeszłam do niego.
- Zjesz z nami?
- Nie, dzięki, przyjaciel na mnie czeka.
- Proszę... - wstał i powiedział. Przybliżył swoją twarz do mojej i pogładził dłonią moje włosy. Strzepnęłam jego łapę z moich włosów i odeszłam do swojego stolika. Za sobą usłyszałam tylko śmiechy jego przyjaciół. Wkurzona do granic możliwości usiadłam koło Marco.
- Co jest?
- Nie pytaj - powiedziałam dość chłodno, po tych słowach Marco zamilknął, ale nie na długo.
- Musze ci coś powiedzieć na jego temat - powiedział Marco i dyskretnie wskazał palcem na Sterlinga. - To wróg Justina, sam nie wiem dla czego ale nienawidzą się z całego serca.
- Hm.. dzięki za informacje. - odpowiedziałam i wstałam od stołu - ja już lecę, na razie!
- Cześć.
Szłam sobie spokojnie w stronę wyjścia aż ktoś mnie zawołał.
- E, blondi! - co znowu?! pomyślałam sobie. Nie zwracając na to uwagi szłam dalej.
- Stój, suko! - o nie, teraz to ta osoba przegięła.
- Czego kurwa?! - obejrzałam się za siebie i odpowiedziałam. Zobaczyłam to czego się spodziewałam, typową barbie.
- Odwal się od Sterlinga, bo ci krzywdę zrobię! - podchodziła do mnie co raz bliżej.
- Słuchaj wariatko, ja nienawidzę tego lalusia, rozumiesz?!
- Widziałam jak na niego patrzysz! - krzyknęła i dalej się do mnie zbliżała.
- Ile razy mam powtarzać?! To on się do mnie klei jasne?! - krzyknęłam jej prosto w twarz bo była tuż przy mojej twarzy. Złapała mnie za szyję i zaczęła dusić. Odepchnęłam ją i uderzyłam w brzuch. Odbiegłam szybko od niej i wyszłam na zewnątrz. Usiadłam na schodach i upiłam spory łyk wody. Wstałam i zaczęłam iść powoli w stronę domu. Nagle podjechał duży czarny samochód. Przez szybę wyjrzał Justin.
- Taylor, co ci się stało?!
- Nie pytaj - powiedziałam słabym głosem.
- Wsiadaj, marnie wyglądasz.
Nie chciałam się kłócić więc wsiadłam. Oparłam głowę na kolanach Biebera, nie wiem właściwie dlaczego. I zasnęłam.
Rozdział wyszedł dość długi. Macie kolejną ankietę, tym razem o innej tematyce xD Następny 31 sierpnia. :(
sobota, 21 sierpnia 2010
Rozdział 6 "lecz wyszło tylko bezgłośne „tak”
- Cześć Taylor... - usłyszałam TEN głos. W oczach zakręciły mi się łzy. Nie! Bądź silna – pomyślałam twardo. Odłożyłam torbę pod ścianę i usiadłam na ziemi. Usłyszałam dźwięki wydobywające się z pianina. I usłyszałam jego głos. Brakowało mi go, a starałam się być twarda… wszystko na nic, omamił mnie sobie wokół palca ! Jak wszystkie inne! Ale nie! Ja się nie dam! Jestem inna, i niech w końcu to zrozumie.
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I)
I'm overboard and I need your love
Pull me up
I cant swim on my own
Its to much
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
Life saver
Oh life saver oh wow
Never understand you when you say
Wanting me to met you half way.
Felt like I was doing my part
Get bringing your coming up short
Funny how these thing change
Cause now I see
So crazy in this love we call love
and now that we got it
we just can't give up
I'm reaching out for ya
Got me out here in the water and I
I'm overboard
And I need your love
Pull me up (Pull me up)
I can't swim on my own
Its to much (It's to much)
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
It's supposed to be some give and take I know.
Your only taking and not given any more
So what will I do? (So what will I do?)
Cause I still love you. (Still love you Baby)
You're the only one who can save me
I'm overboard
And I need your love
Pull me up (Pull me up)
I cant swim on my own
Its to much (Its to much)
Feels like I'm drowning (Im drowning baby I'm drowning)without your love
So throw yourself out to me (Can't swim)
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
(Its crazy, crazy crazy, yeah) Life saver
Oh life saver
Oh life saver
Oh life saver
Oh life saver
- Tay, chodź tu – powiedział gdy już skończył grać. A ja tylko stałam jak sparaliżowana. Nic nie mogłam powiedzieć, nie mogłam się nawet ruszyć! Po policzku spłynęłam mi pojedyncza łza, a za nią następna, i następna. – Taylor! Taylor słyszysz mnie?! - widziałam przerażoną twarz Justina i nic więcej. Tylko ciemność.
Było mi niewygodnie, jak bym leżała na łożu śmierci. Było mi zimno. Próbowałam poruszyć ręką, nic. Drugi raz, też nic. Dopiero za trzecim, razem udało mi się przytknąć dłoń do twarzy. Policzki aż płonęły lecz reszta twarzy była zimna, przerażająco zimna. Otworzyłam powieki i zobaczyłam Justina. Byliśmy w tej Sali w której grał Just na pianinie.
- Taylor?! Słyszysz mnie? – spytał dość głośno. Chciałam mu odpowiedzieć lecz wyszło tylko bezgłośne „tak”, więc zrezygnowana tylko kiwnęłam głową. Justin wyciągnął rękę ku mnie. Spróbowałam wstać. Zachwiałam się, lecz w ostatniej chwili oparłam się o ścianę. Pękała mi głowa. Czułam się potwornie źle. – Odwieźć się do domu- spytał.
- Nie, chcem dokończyć lekcje - powiedziałam twardo, przynajmniej tak mi się wydawało, ale wyszedł z tego tylko głośniejszy szept. Wzięłam wodę, z torby i upiłam spory łyk. Odchrząknęłam. - Chodź, musimy dokończyć lekcje. - mój głos brzmiał w miarę normalnie. Usiadłam na krześle obok Justina, i on wskazał mi które części piosenki mam śpiewać. Zaczął grać. Poszło całkiem nieźle, później śpiewałam jeszcze kilka innych piosenek, i zajęcia się skończyły. Planowałam wyjść, lecz on chwycił mnie za ramię.
- Możemy porozmawiać? - Spytał
- Muszę już iść, mama czeka.
- Proszę, 10 minut - kiwnęłam głową na znak że się zgadzam - możemy się przejść? - tym razem to ja zabrałam głos. - Jasne. Odprowadzę cię. - O nie! Tylko nie to. Później na pożegnanie romantyczny pocałunek, ta ja już znam sztuczki wielkiego JB. Ale nie ze mną te numery. Będę twarda. Koniec z grzeczną i słodką dziewczynką. Mam swoje własne uczucia i jakaś wielka gwiazdka tego nie zmieni.
- Chciałem się wytłumaczyć. Nie jestem taki za jakiego mnie uważasz. Ta sława mnie zmieniła. Ale z tym koniec, zmienię się, dla ciebie. Proszę Tay, wybacz mi. Już nigdy cię nie skrzywdzę, bo cię kocham. - powiedział i wpił się w moje usta. Chciałam go odepchnąć, lecz nie mogłam. Jakaś część mnie była silniejsza. W końcu, skonczył. Odsunęłam go na odległość 20 cm i spojrzałam mu w oczy.
- Nie ufam ci Justin. Przykro mi - powiedziałam i odeszłam. Nie witając sie z nikim poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i wiedziałam już co zrobię. Wyciągnęłam gitarę spod łóżka i swój zeszyt z piosenkami. Po 2 godzinach pracy powstała taka oto piosenka:
Say you're sorry
That face of an angel comes out
Just when you need it to
As I pace back and forth all this time
'Cause
I honestly believed in you
Holding on,
The days drag on
Stupid girl
I should have known, I should have known
That I'm not a princess
This ain't a fairytale
I'm not the one you'll sweep off her feet
Lead her up the stairwell
This ain't Hollywood,
This is a small town
I was a dreamer before you went and let me down
Now its too late for you and your White Horse,
To come around.
Baby I was naïve,
Got lost in your eyes
I never really had a chance
I had so many dreams about you and me
Happy endings;
Now I know
I'm not a princess
This ain't a fairytale
I'm not the one you'll sweep off her feet
Lead her up the stairwell
This ain't Hollywood,
This is a small town
I was a dreamer before you went and let me down
Now its too late for you and your White Horse,
To come around.
And there you are on your knees
Begging for forgiveness,
Begging for me
Just like I always wanted,
But I'm so sorry
Cause Im not your princess
This aint a fairytale
Im gonna find someone, Some day
Who might actually treat me well.
This is a big world,
That was a small town
There in my rearview mirror,
Disappearing now.
And it's too late for you and your White Horse
Now its too late for you and your White Horse
To catch me now.
Oh whoa whoa whoa-oh
Try and catch me now
Whoa-Oh
It's too late
To catch me now.
Przy śpiewaniu tej piosenki zebrało mi się na płacz. Ta piosenka idealnie odzwierciedlała moje uczucia. Wszystkie łzy które dotąd gromadziły się we mnie wypływały strumieniami. Nie mogłam tego powstrzymać. Zamknęłam zeszyt nadal płacząc i skuliłam się na łóżku i zalałam się łzami. Każda łza, sprawiała że stawałam się jeszcze bardziej przybita i smutna. Mam ochotę popełnić samobójstwo, zniknąć z tego świata, pełnego problemów i nieporozumień. Ale wiem że tego nie zrobię, dla Julii, Chrisa i Marco. No i oczywiście dla mojej rodzicielki. Gdy tak myślałam, zasnęłam.
6 rozdział :)
Jestem bardzo z niego zadowolona, a teraz mam do was sprawę, dość ważną.
Proszę abyście napisali, jak ma wyglądać dalej ta opowieść, czy Taylor ma prowadzić śłit życie z Dżastinkiem, czy może moją być komplikacje i zmiany, piszcie w komentach! Następny jak będzie minimum 6 komentarzy.
It feels like we've been out at sea
So back and forth that's how its seems
Whoa and when I want to talk
you say to me
That if its meant to be, it will be
So crazy in this thing we call love
The love that we got that we just cant give up
I'm reaching out for you tell me
out here in the water and I)
I'm overboard and I need your love
Pull me up
I cant swim on my own
Its to much
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
Life saver
Oh life saver oh wow
Never understand you when you say
Wanting me to met you half way.
Felt like I was doing my part
Get bringing your coming up short
Funny how these thing change
Cause now I see
So crazy in this love we call love
and now that we got it
we just can't give up
I'm reaching out for ya
Got me out here in the water and I
I'm overboard
And I need your love
Pull me up (Pull me up)
I can't swim on my own
Its to much (It's to much)
Feels like I'm drowning without your love
So throw yourself out to me
My life saver
It's supposed to be some give and take I know.
Your only taking and not given any more
So what will I do? (So what will I do?)
Cause I still love you. (Still love you Baby)
You're the only one who can save me
I'm overboard
And I need your love
Pull me up (Pull me up)
I cant swim on my own
Its to much (Its to much)
Feels like I'm drowning (Im drowning baby I'm drowning)without your love
So throw yourself out to me (Can't swim)
My life saver
Life saver
Oh life saver
My life saver
(Its crazy, crazy crazy, yeah) Life saver
Oh life saver
Oh life saver
Oh life saver
Oh life saver
- Tay, chodź tu – powiedział gdy już skończył grać. A ja tylko stałam jak sparaliżowana. Nic nie mogłam powiedzieć, nie mogłam się nawet ruszyć! Po policzku spłynęłam mi pojedyncza łza, a za nią następna, i następna. – Taylor! Taylor słyszysz mnie?! - widziałam przerażoną twarz Justina i nic więcej. Tylko ciemność.
Było mi niewygodnie, jak bym leżała na łożu śmierci. Było mi zimno. Próbowałam poruszyć ręką, nic. Drugi raz, też nic. Dopiero za trzecim, razem udało mi się przytknąć dłoń do twarzy. Policzki aż płonęły lecz reszta twarzy była zimna, przerażająco zimna. Otworzyłam powieki i zobaczyłam Justina. Byliśmy w tej Sali w której grał Just na pianinie.
- Taylor?! Słyszysz mnie? – spytał dość głośno. Chciałam mu odpowiedzieć lecz wyszło tylko bezgłośne „tak”, więc zrezygnowana tylko kiwnęłam głową. Justin wyciągnął rękę ku mnie. Spróbowałam wstać. Zachwiałam się, lecz w ostatniej chwili oparłam się o ścianę. Pękała mi głowa. Czułam się potwornie źle. – Odwieźć się do domu- spytał.
- Nie, chcem dokończyć lekcje - powiedziałam twardo, przynajmniej tak mi się wydawało, ale wyszedł z tego tylko głośniejszy szept. Wzięłam wodę, z torby i upiłam spory łyk. Odchrząknęłam. - Chodź, musimy dokończyć lekcje. - mój głos brzmiał w miarę normalnie. Usiadłam na krześle obok Justina, i on wskazał mi które części piosenki mam śpiewać. Zaczął grać. Poszło całkiem nieźle, później śpiewałam jeszcze kilka innych piosenek, i zajęcia się skończyły. Planowałam wyjść, lecz on chwycił mnie za ramię.
- Możemy porozmawiać? - Spytał
- Muszę już iść, mama czeka.
- Proszę, 10 minut - kiwnęłam głową na znak że się zgadzam - możemy się przejść? - tym razem to ja zabrałam głos. - Jasne. Odprowadzę cię. - O nie! Tylko nie to. Później na pożegnanie romantyczny pocałunek, ta ja już znam sztuczki wielkiego JB. Ale nie ze mną te numery. Będę twarda. Koniec z grzeczną i słodką dziewczynką. Mam swoje własne uczucia i jakaś wielka gwiazdka tego nie zmieni.
- Chciałem się wytłumaczyć. Nie jestem taki za jakiego mnie uważasz. Ta sława mnie zmieniła. Ale z tym koniec, zmienię się, dla ciebie. Proszę Tay, wybacz mi. Już nigdy cię nie skrzywdzę, bo cię kocham. - powiedział i wpił się w moje usta. Chciałam go odepchnąć, lecz nie mogłam. Jakaś część mnie była silniejsza. W końcu, skonczył. Odsunęłam go na odległość 20 cm i spojrzałam mu w oczy.
- Nie ufam ci Justin. Przykro mi - powiedziałam i odeszłam. Nie witając sie z nikim poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i wiedziałam już co zrobię. Wyciągnęłam gitarę spod łóżka i swój zeszyt z piosenkami. Po 2 godzinach pracy powstała taka oto piosenka:
Say you're sorry
That face of an angel comes out
Just when you need it to
As I pace back and forth all this time
'Cause
I honestly believed in you
Holding on,
The days drag on
Stupid girl
I should have known, I should have known
That I'm not a princess
This ain't a fairytale
I'm not the one you'll sweep off her feet
Lead her up the stairwell
This ain't Hollywood,
This is a small town
I was a dreamer before you went and let me down
Now its too late for you and your White Horse,
To come around.
Baby I was naïve,
Got lost in your eyes
I never really had a chance
I had so many dreams about you and me
Happy endings;
Now I know
I'm not a princess
This ain't a fairytale
I'm not the one you'll sweep off her feet
Lead her up the stairwell
This ain't Hollywood,
This is a small town
I was a dreamer before you went and let me down
Now its too late for you and your White Horse,
To come around.
And there you are on your knees
Begging for forgiveness,
Begging for me
Just like I always wanted,
But I'm so sorry
Cause Im not your princess
This aint a fairytale
Im gonna find someone, Some day
Who might actually treat me well.
This is a big world,
That was a small town
There in my rearview mirror,
Disappearing now.
And it's too late for you and your White Horse
Now its too late for you and your White Horse
To catch me now.
Oh whoa whoa whoa-oh
Try and catch me now
Whoa-Oh
It's too late
To catch me now.
Przy śpiewaniu tej piosenki zebrało mi się na płacz. Ta piosenka idealnie odzwierciedlała moje uczucia. Wszystkie łzy które dotąd gromadziły się we mnie wypływały strumieniami. Nie mogłam tego powstrzymać. Zamknęłam zeszyt nadal płacząc i skuliłam się na łóżku i zalałam się łzami. Każda łza, sprawiała że stawałam się jeszcze bardziej przybita i smutna. Mam ochotę popełnić samobójstwo, zniknąć z tego świata, pełnego problemów i nieporozumień. Ale wiem że tego nie zrobię, dla Julii, Chrisa i Marco. No i oczywiście dla mojej rodzicielki. Gdy tak myślałam, zasnęłam.
6 rozdział :)
Jestem bardzo z niego zadowolona, a teraz mam do was sprawę, dość ważną.
Proszę abyście napisali, jak ma wyglądać dalej ta opowieść, czy Taylor ma prowadzić śłit życie z Dżastinkiem, czy może moją być komplikacje i zmiany, piszcie w komentach! Następny jak będzie minimum 6 komentarzy.
piątek, 20 sierpnia 2010
Rozdział 5 "Spróbowałam raz, drugi, piąty, i za szóstym razem zrezygnowałam"
Słyszałam kroki wychodzącego Chrisa, nic poza tym. Tylko ciemność i nic więcej. Odpłynęłam... tak mi się zdaje... a może umarłam, z miłości ? Nie.. to nie miłość...
Po kilku godzinach snu, obudziłam się cała zalana potem. Spojrzałam na zegarek, 5:56. Ciekawe czy Justin jeszcze śpi... - pomyślałam - nie ! Nie zaśmiecaj sobie nim głowy ! Zła na siebie usiadłam na brzegu łóżka i przeciągnęłam się, w ten sposób pozbywając sie resztek snu. Wyszłam na balkon i spojrzałam w okno pokoju Justina. Łóżko było puste, więc pewnie już nie spał. Zadumałam się i usiadłam na małej kanapie która byłą postawiona w rogu balkonu. Przez chmury, przebijały się pierwsze promienie słońca. Mogło by się wydawać że ten dzień będzie idealny... jak dla kogo. Wzięłam i-poda z szafki nocnej i zaczęłam słuchać muzyki. "One time", "Eenie meenie", "Baby" i jeszcze kilkanaście innych. Spojrzałam na zegarek, była 7:13. Miałam jeszcze niecałe pół godziny. Wstałam i ubrałam się w szarą, trochę za dużą bluzę na długi rękaw, wkładaną przez głowę, czarne rurki, szare trampki za kostkę, czarne nerdy i dużą czarną torbę do której wpakowałam książki. Dodatkowo wrzuciłam, błyszczyk, i-poda,iphona i paczkę żelków. Umyłam zęby, ułożyłam włosy i byłam gotowa. Makijażu nie robiłam bo nie mam ani humoru, ani ochoty. Zeszłam na dół, wzięłam jogurt ,zjadłam go w szybkim tempie i wyszłam. Byłam przed domem i cos mi się przypomniało. No tak ! Insulina. Szybko wbiegłam po schodach do pokoju, a następnie do łazienki, wstrzyknęłam sobie insulinę i spowrotem wyszłam. Tym razem już bez przeszkód udałam się do szkoły. Wysiadłam z samochodu i przy wejściu do szkoły ujrzałam Marco. Gdy szłam w jego stronę, drogę zastąpił mi Zjeber.
- Czego?! Przepuść mnie.. zasłaniasz widoki. - powiedziałam kpiąco
- Kim... wysłuchaj mnie... porozmawiajmy...- powiedział ze smutkiem w oczach
- Kim... porozmawiajmy - powiedziałam naśladując jego głos. - nie mamy o czym rozmawiać ! - powiedziałam i wyminęłam go szybko. Było mi smutno, ale zarazem czułam narastającą złość. Doszłam do Marco i wyminęłam go. Wiem, że tak się nie robi, ale nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Poszłam pod klasę od francuskiego, i czekałam na nauczycielkę. Weszłam do klasy, i starałam się skupić nad tym co mówi nauczycielka. Lecz się nie udało. Justina nie było, to mnie zdziwiło, ale też trochę zaniepokoiło. Reszta lekcji przeleciała jak strzała, na szczęście. Wracałam pośpiesznie do domu, bo za pół godziny, mam naukę śpiewu. Wpadłam do domu, odgrzałąm sobie przygotowaną wcześniej pomidorówkę, zjadłam i poszłam na górę. Wzięłam małą torebkę, do której wrzuciłam iphona, drobne na bilet, lizaka i klucze od domu. Wyszłam z domu, i udałam się na przystanek, który znajdował się dwie przecznice od mojego domu. Poczekałam chwilę, po czym zakupiłam bilet i wsiadłam. W czasie jazdy, zadzwoniłam do Justin, ponieważ cały czas po głowie krążyła mi myśl, że nie było go na zajęciach w szkole. Nie odbierał. Spróbowałam raz, drugi, piąty i za szóstym razem zrezygnowałam bo musiałam wysiadać. Doszłam do budynku w którym znajdowała sie szkoła śpiewu, i pchnęłam wielkie drewniane drzwi i weszłam do środka. Weszłam po schodach, i udałam się na salę. Nie było tam nauczyciela tylko...
Następny rozdział jak będzie minimum 5 komentarzy. Jak będzie więcej to oczywiście nie szkodzi ;> Piszcie do mnie na gg jeśli macie jakieś pytanie, do następnego.
:** A i przepraszam za błędy.
Po kilku godzinach snu, obudziłam się cała zalana potem. Spojrzałam na zegarek, 5:56. Ciekawe czy Justin jeszcze śpi... - pomyślałam - nie ! Nie zaśmiecaj sobie nim głowy ! Zła na siebie usiadłam na brzegu łóżka i przeciągnęłam się, w ten sposób pozbywając sie resztek snu. Wyszłam na balkon i spojrzałam w okno pokoju Justina. Łóżko było puste, więc pewnie już nie spał. Zadumałam się i usiadłam na małej kanapie która byłą postawiona w rogu balkonu. Przez chmury, przebijały się pierwsze promienie słońca. Mogło by się wydawać że ten dzień będzie idealny... jak dla kogo. Wzięłam i-poda z szafki nocnej i zaczęłam słuchać muzyki. "One time", "Eenie meenie", "Baby" i jeszcze kilkanaście innych. Spojrzałam na zegarek, była 7:13. Miałam jeszcze niecałe pół godziny. Wstałam i ubrałam się w szarą, trochę za dużą bluzę na długi rękaw, wkładaną przez głowę, czarne rurki, szare trampki za kostkę, czarne nerdy i dużą czarną torbę do której wpakowałam książki. Dodatkowo wrzuciłam, błyszczyk, i-poda,iphona i paczkę żelków. Umyłam zęby, ułożyłam włosy i byłam gotowa. Makijażu nie robiłam bo nie mam ani humoru, ani ochoty. Zeszłam na dół, wzięłam jogurt ,zjadłam go w szybkim tempie i wyszłam. Byłam przed domem i cos mi się przypomniało. No tak ! Insulina. Szybko wbiegłam po schodach do pokoju, a następnie do łazienki, wstrzyknęłam sobie insulinę i spowrotem wyszłam. Tym razem już bez przeszkód udałam się do szkoły. Wysiadłam z samochodu i przy wejściu do szkoły ujrzałam Marco. Gdy szłam w jego stronę, drogę zastąpił mi Zjeber.
- Czego?! Przepuść mnie.. zasłaniasz widoki. - powiedziałam kpiąco
- Kim... wysłuchaj mnie... porozmawiajmy...- powiedział ze smutkiem w oczach
- Kim... porozmawiajmy - powiedziałam naśladując jego głos. - nie mamy o czym rozmawiać ! - powiedziałam i wyminęłam go szybko. Było mi smutno, ale zarazem czułam narastającą złość. Doszłam do Marco i wyminęłam go. Wiem, że tak się nie robi, ale nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Poszłam pod klasę od francuskiego, i czekałam na nauczycielkę. Weszłam do klasy, i starałam się skupić nad tym co mówi nauczycielka. Lecz się nie udało. Justina nie było, to mnie zdziwiło, ale też trochę zaniepokoiło. Reszta lekcji przeleciała jak strzała, na szczęście. Wracałam pośpiesznie do domu, bo za pół godziny, mam naukę śpiewu. Wpadłam do domu, odgrzałąm sobie przygotowaną wcześniej pomidorówkę, zjadłam i poszłam na górę. Wzięłam małą torebkę, do której wrzuciłam iphona, drobne na bilet, lizaka i klucze od domu. Wyszłam z domu, i udałam się na przystanek, który znajdował się dwie przecznice od mojego domu. Poczekałam chwilę, po czym zakupiłam bilet i wsiadłam. W czasie jazdy, zadzwoniłam do Justin, ponieważ cały czas po głowie krążyła mi myśl, że nie było go na zajęciach w szkole. Nie odbierał. Spróbowałam raz, drugi, piąty i za szóstym razem zrezygnowałam bo musiałam wysiadać. Doszłam do budynku w którym znajdowała sie szkoła śpiewu, i pchnęłam wielkie drewniane drzwi i weszłam do środka. Weszłam po schodach, i udałam się na salę. Nie było tam nauczyciela tylko...
Następny rozdział jak będzie minimum 5 komentarzy. Jak będzie więcej to oczywiście nie szkodzi ;> Piszcie do mnie na gg jeśli macie jakieś pytanie, do następnego.
:** A i przepraszam za błędy.
czwartek, 19 sierpnia 2010
Gadu-Gadu
Jeśli chcecie być informowani o nn rozdziale piszcie na moje GG:
6390260.
Info: Jeśli mam status nie przeszkadzać, to albo jestem zajęta, albo piszę rozdział. NIE PISZCIE WTEDY DO MNIE!
Info2: Jak napiszecie do mnie po raz pierwszy, podajcie swój nick do bloggera, abym wiedziała z kim mam do czynienia.
To tyle.
6390260.
Info: Jeśli mam status nie przeszkadzać, to albo jestem zajęta, albo piszę rozdział. NIE PISZCIE WTEDY DO MNIE!
Info2: Jak napiszecie do mnie po raz pierwszy, podajcie swój nick do bloggera, abym wiedziała z kim mam do czynienia.
To tyle.
środa, 18 sierpnia 2010
Nowości! Ważne!
Zmieniłam główną bohaterkę!
Teraz będzie to Taylor Swift, zaczęłam mnie wkurzać nasza boharerka, więc zmieniłam. A i zmieniłąm nagłówek, jak wam sie podoba? Jeszcze dzisiaj nowy rozdział !
Teraz będzie to Taylor Swift, zaczęłam mnie wkurzać nasza boharerka, więc zmieniłam. A i zmieniłąm nagłówek, jak wam sie podoba? Jeszcze dzisiaj nowy rozdział !
piątek, 6 sierpnia 2010
Rozdział 4 "Wplotłam palce we włosy, zsunęłam się na ziemię"
Nie chcem, tam iść. Wszystko jest nie tak! - myślałam. Idę właśnie w stronę budynku szkoły i rozmyślam nad... Justinem.
Tak, wszystkie moje myśli są skierowane do niego. Czy ja go kocham? Nie wiem, niewątpliwie cos do niego czuje. Nie jest moim
przyjacielem, jest kimś więcej. Doszłam do szkoły i udałam się do klasy. Niestety czekał tam na mnie Justin.
- Czego chcesz?! Gdzie twoi przyjaciele?!
- Kim, daj mi się wytłumaczyć. Proszę.
- Nie dasz rady się wytłumaczyć Justin. - powiedziałam łamiącym się głosem - ale jeśli chcesz to.. powiedz.
- Nie jestem taki za jakiego mnie masz. Wiesz jaki jestem... - nie dokończył bo mu przerwałam
- Wiem, jesteś chamski, rozpieszczony i bóg wie jeszcze jaki! - krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Kim, ja cię... kocham - powiedział i spuścił głowę
- C.. co?! - spytałam nie dowierzając. - po tym wszystkim co mi zrobiłeś, mówisz że mnie kochasz?! Przykro mi, ale nie potrafię
ci wybaczyć. Nie teraz. - powiedziałam, wyminęłam go i weszłam do klasy. Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Nauczyciel coś mówił, a ja po prostu puszczałam to mimo uszu. Gdy usłyszałam dzwonek z ulgą wyszłam z klasy. Jeszcze tylko biologia, chemia, historia i angielski. Po wszystkich zajęciach udałam się do domu. Wyjęłam z lodówki spagetti i je odgrzałam. Po zjedzeniu poszłam do pokoju i włączyłam piosenkę Justina Down to earth. Usiadłam przy biurku i otworzyłam swój szkicownik, wziełam ołówek i zaczęłam rysować. Po pół godzinie dzieło było gotowe, przedstawiało... no właśnie ... mnie i Justina. Szczęśliwych, była to scena jakby z naszego pierwszego spotkania. Zapełniłam tak jeszcze kilkanaście kartek. Był tam mój pierwszy pocałunek z Justinem, jego uśmiechy, noc w którą nie mogliśmy spać oboje i jeszcze kilka innych rzeczy. Usłyszałam głośne kroki i schowałam szybko szkicownik do szuflady. Nikt nie wiedział o tym że rysuje i miałam nadzieje że tak juz zostanie.
- Kim ktoś do Ciebie - powiedziała mama po czym wyszła z pokoju
Zeszłam na dół i zobaczyłam... tego chłopaka który wczoraj rozmawiał z Justinem...
- Cześć jestem Chris, możemy porozmawiać ? - powiedział. Ja zbyt oszołomiona tylko kiwnęłam głowa i wpuściłam go do środka.
- Kim... Justin taki nie jest, on... on się zmienił. Ale powiedział mi coś... powiedział... że zmieni sie ... dla Ciebie... bo ... bo on cie kocha... - powiedział Chris. Nie wiedziałam czy to prawda ale z wrażenia upuściłam swoje nadgryzione jabłko. Wplotłam palce we włosy, zsunęłam się na ziemię i zaczęłam szlochać. Było mi źle. Z tym faktem, Justin mnie kocha... ale czy to prawda? Byłam zagubiona, jakaś część kochała Justina... a druga nienawidziła.
Tak, wszystkie moje myśli są skierowane do niego. Czy ja go kocham? Nie wiem, niewątpliwie cos do niego czuje. Nie jest moim
przyjacielem, jest kimś więcej. Doszłam do szkoły i udałam się do klasy. Niestety czekał tam na mnie Justin.
- Czego chcesz?! Gdzie twoi przyjaciele?!
- Kim, daj mi się wytłumaczyć. Proszę.
- Nie dasz rady się wytłumaczyć Justin. - powiedziałam łamiącym się głosem - ale jeśli chcesz to.. powiedz.
- Nie jestem taki za jakiego mnie masz. Wiesz jaki jestem... - nie dokończył bo mu przerwałam
- Wiem, jesteś chamski, rozpieszczony i bóg wie jeszcze jaki! - krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Kim, ja cię... kocham - powiedział i spuścił głowę
- C.. co?! - spytałam nie dowierzając. - po tym wszystkim co mi zrobiłeś, mówisz że mnie kochasz?! Przykro mi, ale nie potrafię
ci wybaczyć. Nie teraz. - powiedziałam, wyminęłam go i weszłam do klasy. Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Nauczyciel coś mówił, a ja po prostu puszczałam to mimo uszu. Gdy usłyszałam dzwonek z ulgą wyszłam z klasy. Jeszcze tylko biologia, chemia, historia i angielski. Po wszystkich zajęciach udałam się do domu. Wyjęłam z lodówki spagetti i je odgrzałam. Po zjedzeniu poszłam do pokoju i włączyłam piosenkę Justina Down to earth. Usiadłam przy biurku i otworzyłam swój szkicownik, wziełam ołówek i zaczęłam rysować. Po pół godzinie dzieło było gotowe, przedstawiało... no właśnie ... mnie i Justina. Szczęśliwych, była to scena jakby z naszego pierwszego spotkania. Zapełniłam tak jeszcze kilkanaście kartek. Był tam mój pierwszy pocałunek z Justinem, jego uśmiechy, noc w którą nie mogliśmy spać oboje i jeszcze kilka innych rzeczy. Usłyszałam głośne kroki i schowałam szybko szkicownik do szuflady. Nikt nie wiedział o tym że rysuje i miałam nadzieje że tak juz zostanie.
- Kim ktoś do Ciebie - powiedziała mama po czym wyszła z pokoju
Zeszłam na dół i zobaczyłam... tego chłopaka który wczoraj rozmawiał z Justinem...
- Cześć jestem Chris, możemy porozmawiać ? - powiedział. Ja zbyt oszołomiona tylko kiwnęłam głowa i wpuściłam go do środka.
- Kim... Justin taki nie jest, on... on się zmienił. Ale powiedział mi coś... powiedział... że zmieni sie ... dla Ciebie... bo ... bo on cie kocha... - powiedział Chris. Nie wiedziałam czy to prawda ale z wrażenia upuściłam swoje nadgryzione jabłko. Wplotłam palce we włosy, zsunęłam się na ziemię i zaczęłam szlochać. Było mi źle. Z tym faktem, Justin mnie kocha... ale czy to prawda? Byłam zagubiona, jakaś część kochała Justina... a druga nienawidziła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)