wtorek, 16 listopada 2010

Rozdział 18- "Tęsknię za Justinem"

- Taylor! - usłyszałam krzyk mojej mamy. No to koniec. Zaczyna się... Powoli zeszłam na dół a tam moja mama siedziała przy stole z odpalonym laptopem i zdjęciami które przed chwilą ja oglądałam. - Czy możesz mi wytłumaczyć to to ma znaczyć?! - wrzasnęła. Już chciałam otworzyc usta aby zacząć się tłumaczyć ale matka znów wrzeszczała jak opętana. - Kiedy to było?! Nie kłam! Puszczasz się z tymi facetami dziwko?! - krzyknęła. Zabolało. Moja własna matka nazwała mnie dziwką.
- To było wczoraj! Wcale nie spałam u koleżanki tylko u znajomych! I nie puszczam się z nimi zrozumiałaś! - wrzasnełam. Matka stanęła jak wryta. Po chwili podniosła rękę pewnie po to by mnie uderzyć ale ja uchyliłam się i szybo pobiegłam na górę do pokoju i zamknęłam drzwi na zamek.
Obudziłam się wcześnie rano. Było mi bardzo ziomno. Spojrzałam na okno. Padał deszcz. Właściwie lało. Zwlekłam sie z łóżka i poszłam do łazienki. Ściągnęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Myłam się bardzo dokładnie i dodatkowo wymyłam głowę. Wyszłam spod prysznica i chwyciłąm ręcznik. Zaczęłam wycierać całe ciało a jak już byłam sucha, wytarłam włosy i obwiązałam ciało ręcznikiem. Wyciągnęłam suszarkę w celu wysuszenia włosów. Nastawiłam na najwyższy poziom, nie przejmowałam się że może to obudzić moją mamę. Dzsiaj wszystko było mi obojętne. Wysuszyłam dokładnie włosy i rozczesałam szczotką. Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą z ubraniami. Przekopałam wszystko pięć razy w celu znalezioenia odpowiednich ciuchów. Zdecydowałam się na bluzkę przydużą z kolorowym napisem mojego ulubionego zespołu, czarne rurki, a na to bluzę. Na rękę założyłąm bransoletkę. Z szafy na książki wpakowałam do torby te które będą mi dzsiaj potrzebne. Wzięłam torbę i czarny płaszcz z szafy i zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i zjadłam jogurt. Spojrzałam na zegarek 8.37. Mam na 9 więc mam jeszcze czas. Spokojnie wypiłam herbatę i poszłam ubrać buty. Założyłam glany i zarzuciłam płaszcz. Torbę przerzuciłam przez ramie i wyszłam. Dojechałam autobusem pod szkołę i udałam się w stronę mojej szafki. Wszyscy się dziwnie na mnie patrzyli. Dokładnie wiedziałam o co chodzi. Wszystkie lekcje mijały mi niemiłosiernie wolno. Zastanawiałam się dlaczego tak się zmieniłam. Chwilami tęsknię za Justinem. Łączyło nas coś a on tak po prostu mnie zostawił. Nie otrzymałam od niego żadnej oznaki życia. Chwilami jest mi ciężko, bardzo ciężko. Udawałam twardą dziewczynę biorącą narkotyki ale w środku byłam dalej słodką Taylor, która była posłuszna i zakochana po uszy w Justinie.
W domu czekała na mnie mama. Z trzema dużymi walizkami. Nie wiedziałam o co chodzi.
- Wyjeżdżam na tydzień, muszę coś załatwić. A ty w tym czasie będziesz mieszkać u ciotki Sary. Mieszka kilka przecznic dalej. Zostawiam ci 100 dolarów na wydatki i adres Sary. - powiedziała i wyszła bez słowa. Nie dała mi szansy nic powiedzieć. Spojrzałam na kartkę. Gordenhole 432a. Weszłam na górę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Chwyciłam walizkę, adres i pieniądze wsadziłam do portfela i zamknęłam za sobą dom. Wsiadłam do pierwszej lepszej taksówki. Dom ciotki był niczego sobie, jednopiętrowy, całkiem duży z wielkim ogrodem i basenem. Wyszłam z taksówki i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś otworzy. Zaskrzypiały drzwi i w progu stanął chłopak średniego wzrostu, o kruczoczarnych włosach i ciemnobrązowych oczach.
- Ty jesteś Taylor? - spytał i uśmiechnął się lekko.
- Tak, cześć - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Wejdź. - powiedział - otworzył szerzej drzwi. - A tak w ogóle to jestem Robert.

Tak, mamy nowy rozdział po kilku tygodniowej przerwie. Odwieszam bloga. Będę dodawała rozdziały co kilka dni i będę się bardzo starała aby dotrzymać terminu. Następny rozdział 20 listopada. Sajonara <3

niedziela, 17 października 2010

Rozdział 17 - "Zaczęłam całować go namiętnie"

Szybko kiwnęłam głową bo zapach białej rozkoszy dotarł do moich nozdrzy. Wciągnęłam sporą działkę i zaśmiałam się głośno. Oparłam się głową o chłopaka stojącego koło mnie i zaczęłam się śmiać jak szalona. Odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam mu w oczy. Wpiłam mu się w usta i zaczęłam całować go namiętnie.
- Ej, chodźcie. Wbijamy do mnie! - krzyknął chłopak który miał prochy. Wszyscy poszli więc ja za nimi. Doszliśmy do niedużej, zniszczonej kamienicy. Weszliśmy do środka mieszkania Tay`a (tak miał na imię przywódca bandy jak się później dowiedziałam). Usiadłam na kanapie i czekałam na rozwój wydarzeń.
Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym byłam. Leżałam na starej kanapie. Byłam w mieszkaniu Tay`a. Spojrzałam na zegarek, 9.43.
- Fak! - powiedziałam pod nosem. Nie wróciłam na noc do domu. Szybko wstałam z łóżka i przejrzałam się w lustrze wiszącym w przed pokoju. Wyglądałam tragicznie. Z torebki wyciągnęłam puder i zamaskowałam sińce pod oczami. Ułożyłam jako tako włosy i wyszłam. Złapałam najbliższą taksówkę która podwiozła mnie pod domu. Wręczyłam facetowi 5 dolców i wyszłam. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam moja mamę siedzącą przy stole i jedzącą śniadanie.
- Hej mamo! - powiedziałam nieśmiało. Podeszłam do niej bliżej i stanęłam przed nią. Byłam gotowa na wybuch złości. Nastała cisza. Mama tylko odwróciłam swoją twarz do mnie. Miała podpuchnięte oczy i była strasznie blada.
- Gdzieś ty była całą noc? - spytała podchodząc do mnie i przytulając się do mnie. Nie odwzajemniłam uścisku. Stałam sztywna jak bym połknęła jakiś kij czy cos takiego. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Odsunęłam się od mamy i spytałam:
- Ja... ja... - jąkałam się bo nie mogłam przecież mamie powiedzieć że naćpałam się i zostałam u nieznajomych ludzi w domu! - zasnęłam u koleżanki...
- Już nie ważne... ważne, najważniejsze że jesteś cała. - powiedziała
Odwróciłam się i po schodach wbiegłam na górę. Darowałam sobie dzisiaj szkołę. Usiadłam na krześle przy lustrze i spojrzałam na swoją twarz. Postanowiłam wziąć prysznic bo czułam się nieświeża. Dokładnie wymyłam włosy i ciało. Po wyjściu z wanny osuszyłam się ręcznikiem i nabalsamowałam ciało. Ubrałam się w czarne rurki i jakąś bluzkę z ćwiekami na ramionach a na to zarzuciłam bluzę. Podeszłam do lustra i zaczęłam suszyć włosy. Rozczesałam je i związałam w wysoką kitkę. Nałożyłam podwójną warstwę podkładu, błyszczyk na usta a rzęsy maznęłam mascarą. Gdy już byłam gotowa wzięłam laptopa i położyłam się na dywanie. Weszłam na twittera. A tam, szok!! Moje zdjęcia!! Ze wczorajszej imprezy!! Byłam tam ja wywijająca na parkiecie z jakimiś facetami!! No to koniec!!

Możecie być źli, wściekli. Ale ja nic na to nie poradzę. Mam kompletny brak czasu a to że dodaje rozdziały nawet tak krótkie kosztuje mnie dużo czasu, bo ostatnio naprawdę nie idzie mi pisanie. Co prawda, plan na całe opowiadanie mam ale wtoczenie wtego w życie jest trudniejsze niż myślicie. Wiem, że obiecałam wam długi rozdział ale nie wiedziałam że tak się to skończy. Mam problemy rodzinne więc czasu na pisanie mam znacznie mniej. I właśnie dlatego zawieszam bloga. Nie wiem na ile, może miesiąc może mniej. Przez ten czas poukładam sobie wszystko w głowie i być może napiszę kilka rozdziałów. Ale na pewno nie opuszczę tego bloga. Tego możecie być pewni. Kocham was wszystkich, dziękuję że nawet jak miałam gorsze dni czytaliście te wypociny. Naprawdę dziękuję.